piątek, 7 lipca 2017

WHAT'S NEW IN MY MAKE-UP BAG?


Dawno nic nie pisałam o tym, co tygryski lubią najbardziej. Ale może zacznę od udowodnienia, że rzeczywiście tym czymś są kosmetyki, a chyba nic tak dobrze o tym nie świadczy jak fakt, że zdecydowana większość moich zakupów na Wyspach Brytyjskich to nic innego, jak właśnie one. W zasadzie już przed wyjazdem wiedziałam, że miejsca, jakie tym razem chcę odwiedzić w Londynie to w głównej mierze drogerie. No dobra, przyznaję, były to tylko drogerie i sklep z bielizną dla aniołków, ale lata przesiadywania w internecie i śledzenia wszystkich możliwych vlogerek urodowych robią swoje. Poza gąbeczką Real Techniques i setem cieni do brwi marki Catrice wszystko inne to angielskie zdobycze. I śmiem wątpić, że zabrałam do zdjęcia całkowicie wszystko, ale to chyba dlatego, że sama nie do końca pamiętam co tam jeszcze było. Mniejsza. Te produkty to obłęd. Największymi odkryciami okazały się być jak dotąd paleta cieni Naked Basics 2 (UD) i primer ze Smashbox'a (nie spodziewałam się tak świetnej jakości, zwłaszcza po tym drugim). Cała reszta oczywiście również na plus, a w tej reszcie znalazły się: Mask of Magnaminty (Lush), Coconut Hand Cream (The Body Shop), Taupe Powder Blush (NYX), Amsterdam Matte Lipstick (NYX), Chiuaua Melted Liquified long Wear Lipstick (Too Faced). Tym sposobem lista kosmetycznych pragnień zmniejszyła się o kilka pozycji, ale stety bądź nie, wciąż jest długa. 
#well





czwartek, 4 maja 2017

WIESZ CO SIĘ LICZY?


Kiedy w zeszłym roku znalazłam się w takim miejscu, w jakim nikomu nie życzę, żeby się kiedykolwiek znalazł, stworzyłam pewien utwór. I stało tam: "Miałam nie pisać o miłości, skoro nie istnieje." Byłam głupia, nie wiem, kłamałam. A może dalej jestem i już będę do końca. Z tym, z którym spędzam obecnie każdą wolną chwilę, znamy się... ja wiem, kilka lat, mogłabym powiedzieć, że kilka miesięcy, a gdyby zliczyć wszystkie nasze spotkania, to może łącznie kilkadziesiąt dni. I mimo to, czuję, jakby był ze mną całe życie. I pytam Go czasem: "A Ty wierzysz w miłość?" I on od razu odpowiada: "Wierzę."

Kiedyś myślałam, że taka prawdziwa to zdarza się tylko w filmach, ale tę teorię rozbiły długie związki rodziców, dziadków czy znajomych znajomych. W każdym razie to, że wszyscy ci ludzie są ze sobą po kilkanaście lub kilkadziesiąt lat musi coś znaczyć, a znaczy najpewniej tyle, ze coś ich łączy. I ostatnio zastanawiałam się, co musi dwoje ludzi łączyć, żeby z czystym sumieniem mogli powiedzieć, że spędzą z tym drugim kimś resztę swojego życia. Oczywiście takie myśli nie biorą się znikąd i tak też było z tą. Znacie te filmy z cyklu: "3 miesiące vs. 3 lata związku"? Jeżeli nie, to w wielkim skrócie chodzi o to, jak wyglądają relacje damsko-męskie po danych okresach czasu. I wiem, że do trzech lat to nam jeszcze daleko, i nazwijcie mnie marzycielką, ale chyba należę do grona tych osób, które już wiedzą i zaraz Wam zdradzę dlaczego.

Tak sobie myślę, że w miłości ważnym jest, żeby się wiedziało, że się kocha i jest się kochanym. A to pierwsze może nawet bardziej. Bo kiedy zaczynasz się zastanawiać, czy to jest jeszcze to, co było cztery lata temu, to to już miłość nie jest. I o tym jestem przekonana w stu procentach. Ale żeby wiedzieć, trzeba to czuć, a to nie jest wbrew pozorom takie łatwe. Bo serce nie sługa. Sęk w tym, żeby z tą drugą osobą czuć się dobrze. Ale nie tak, jak dobrze smakują truskawki z cukrem czy jak dobrze, kiedy świeci słońce. Być może "dobrze" to trochę zbyt szerokie pojęcie. Bo pasuje do bardzo wielu sytuacji. Trzeba się czuć komfortowo. Zawsze. To zabrzmi patetycznie, ale w zdrowiu i chorobie, i na dobre, i złe, i kiedy boli to czy tamto, zarówno mentalnie, jak i fizycznie. A wtedy to można razem nawet góry przenosić...

czwartek, 16 marca 2017

ZMIANA KODU - DWÓJKA Z PRZODU

Jeszcze jakiś czas temu byłam niemalże w stu procentach pewna tego, że osiemnaście lat to całkiem poważna sprawa. Wszystko uległo zmianie, odkąd dotarło do mnie, że już za cztery... trzy... dwa... za miesiąc... jutro... już jutro! A tak naprawdę dziś - ukończę dwadzieścia lat. Teraz już oficjalnie nie jestem nastolatką. Na coś trzeba umrzeć jak to mówią, a więc na starość.


Droga dwudziestoletnia Kingo, 

życzę Ci, dużo szczęścia i pogody ducha, abyś zawsze miała siłę z uśmiechem przezwyciężyć wszelkie trudności. I żebyś zawsze miała się z kim śmiać. Życzę Ci cierpliwości i mniej wybuchowego charakteru. Więcej opanowania i nieprzykładania wagi do rzeczy mało istotnych, i przede wszystkim mniej łez. Byś miała więcej możliwości i samozaparcia w dążeniu do celu, osiąganiu sukcesów i realizowaniu samej siebie. Życzę Ci, żebyś w końcu znalazła w sobie motywację do nagrania TEGO kawałka w studiu. Najlepiej jeszcze przed trzydziestką. Życzę Ci, by z Twojej głowy zniknęły wszelkie złe wspomnienia, a z życia - źli ludzie. Byś zbiła kiedyś piątkę z ulubionymi artystami, kupiła w końcu wszystkie te płyty, których lista wciąż się powiększa i wytańczyła się na wielu koncertach. Aby w Twoim posiadaniu znalazły się wszystkie wymarzone kosmetyki i dużo miejsca, żeby je pomieścić. Aby otaczały Cię tylko wspaniałe osobistości, a zwłaszcza TA jedna jedyna. Życzę Ci zatem jeszcze więcej miłości, czułości, zrozumienia. I dużo zdrowia! Byś odnalazła tę drogę, po której będzie Ci łatwo stąpać. Abyś miała okazję zobaczyć jeszcze dużo pięknych miejsc na tym świecie i by to, co przed Tobą, było spełnieniem Twoich najskrytszych marzeń.


Baw się, mała!