sobota, 20 października 2012

mój tydzień w słowach kilku :)

Cześć :* Chciałam wczoraj coś napisać, ale nie mam zdjęć jeszcze ze szkoły, dlatego dodam je później.. W każdym razie się postaram, tymczasem mam dla was coś niecoś o moim tygodniu : )


jest PONIEDZIAŁEK, czuję, że mogę wszystko..

Od poniedziałku zależy w zasadzie cały tydzień. Pierwszego dnia tygodnia mam od 6 do 8 lekcji. Mówię tak, bo jeśli nie mam informatyki (7 i 8) to mam testy z angielskiego (7), no i oczywiście są dni, kiedy nie mam testów (6) :)
Co prawda lubię angielski.. ale nie ten w szkole. Poziom znajomości tego języka w mojej klasie jest dosyć kiepski, dlatego na lekcjach się nudzę, bo czytać umiem, a w większości na tym się skupiają podręczniki. Swoją drogą gdybym ja je pisała, na pewno wyglądałyby inaczej. Może to kwestia książki. Moje do mnie nie przemawiają.
Wracając do poniedziałku.. po szkole w większości przypadków wracam do domu, często z M., który pomaga mi odrabiać lekcje. Robienie takowych samemu często jest zbyt nudne/trudne dla mnie i potrzebuję kogoś do pomocy, a moi rodzice nie są fanami mojej nauki, odpytywania mi itd, więc ich już nawet nie pytam ;) Pewnie robiłabym zadania z Miśką, gdyby ta mieszkała gdzieś niedaleko, albo nie spieszyła się na autobus, no ale niestety..


wszystkie myśli chore wróciły do mnie, to jest zły WTOREK

We wtorki lekcji 7 (co dwa tygodnie 8 - testy ;))
Wtorki mimo wszystko są fajnymi dniami. Lekcje w porządku, jak dla mnie, nie ma w.f.'u, więc nie muszę upychać stroju do plecaka i ogólnie podobają mi się wtorki. Są dosyć luźne, bo w środę mam lekcje projektowe, dlatego nie muszę się uczyć jakoś szczególnie. Po szkole odrabiam lekcje, zjadam coś szybko, ogarniam trochę twarz i lecę na angielski (<3). Lubię to. Co prawda często nie chce mi się iść na zajęcia, bo przytłacza mnie wizja całego tygodnia, ale jak już tam jestem to zapominam o tym i liczy się tylko język.
Przyszłości nie wiążę z Polską, ten kraj po woli umiera, tak mi się zdaje. Polityka kraju jest jakaś taka inna. Jesteśmy dosyć wykształconym narodem. W Stanach, na Wyspach, czy w jakiejkolwiek innej części świata naprawdę nie uczą takich rzeczy jak u nas w szkołach. Przykładem na to są dzieciaki z wymiany Latarniowej - nie mam tam wszystkich lekcji, tak jak w Polsce, ale nasza matematyka w porównaniu do ich matematyki, to rzekłabym poziom hard (w gimnazjum oczywiście tj. 7-9 klasa).


w ŚRODĘ wieczorem kochali się..

Środa jak już wspomniałam to LATARNIA czyli projekt polsko-niemiecki. Co dwa tygodnie jestem w szkole niemieckiej i mam tam lekcje z klasą zza Odry. Pierwsza gimnazjum to poznawanie ludzi, wycieczki, spotkania itd. W drugiej klasie już normalne lekcje tak samo jak teraz. Z tym, ze w zeszłym roku były to matematyka, plastyka, wf, dwie godziny j. niemieckiego i muzyka. W tym zamiast matmy mamy WOR (wiedza o regionie tj. Brandenburgia i domyślam sie, że również woj. Lubuskie). Ogólnie środa jest luźnym dniem. Jedyne utrudnienie jest takie, że w tamtym gimnazjum lekcje zaczynają się o 7:30, co dla nas - leniwych dzieci - jest  dosyć dużym problemem, haha :) Za bardzo nie będę pisać o projekcie, bo większość osób, które to czytają, wie o co chodzi, ale jak coś to piszcie na formie czy gdzieś tam to dodam notkę ;)


zakochałam się w CZWARTEK, niechcący..

Czwartki to 8 lekcji i są dla mnie drugim wtorkiem, praktycznie wyglądają tak samo, tylko lekcje się zmieniają. W czwartek jest też dodatkowy plus - bliżej do piątku, którego nienawidzę, ale piątek to wigilia soboty, więc wyczekuję tego dnia mimo wszystko. Ach no właśnie, na czwartki i piątku trzeba się duuuuuuużo uczyć. To męczy.


PIĄTEK i dzisiaj w nocy może różnie się potoczyć..

Piątki to męczące dni. Mamy 7-8 lekcji, zależnie od testów z j.polskiego, a i tak wszyscy wymiękają po 2 lekcji. Po trzeciej już w ogóle mamy dosyć. Dwie matmy i w.f. na początek to dosyć sporo haha ;p
Przy odrobinie szczęścia piątki kończą się przyjemnie i wychodzę sobie na dwór. I to w zasadzie tyle ;)
Zapomniałabym! Każde piątko we wyjście ze szkoły kończy się piosenką "Friday" śpiewaną przez nas tak szczęśliwych jak nigdy wcześniej w tygodniu.


SOBOTA to mój dzień..

Jeśli dobrze pójdzie to w sobotę śpię dłużej, nie to co dziś.. Przy złej passie zostaję obudzona przez odkurzających rodziców, albo Mika, który zwala mnie z łóżka :p
Dlatego popołudniami, o ile nie wychodzę i się nie uczę - śpię.  W soboty rano sprzątam. Sprzątam tle ile potrzeba, często nie mam czasu na układanie w szafkach, dlatego staram się ich nie używać, żeby nic nie poprzekładać. Mam jakąś obsesję. Wszystko musi być tak, jak ja to ułożyłam. Dostaję nerwicy, gdy nie mogę czegoś znaleźć..  A skoro przy tym.. Jestem dosyć ciężka do ogarnięcia.. Widzicie, lubię gdy jest czysto i gdy ja poukładam tak jak chcę, ale nie lubię sprzątać, mimo tego bałagan mnie denerwuje. W szczególności, gdy to nie jest mój bałagan,ale taki, który robi np. Mikołajek.

ta ostatnia NIEDZIELA.. 

Niedziela to czas na kościół, makijaż, spanie, naukę i jedzenie. Rzadko robię coś innego w ten dzień. Odpoczywam przed poniedziałkiem, rzekłabym. Niedziela jest taka dziwna.. inna. W ogóle powinien być jeszcze jeden dzień tygodnia. Taki na ten przykład Ósmek. W tedy weekend miałby 3 dni. Wszystko miałoby sens haha :D






Moje dni wyglądają przeważnie tak samo, no wiecie.. wstaję ok 6:40 - nienawidzę się spieszyć. Wolę wstać i marudzić, że chcę spać niż nie mieć czasu na nic. Myję się, ubieram, maluję, jem śniadanie, dopakowuję drobiazgi do plecaka i wychodzę do szkoły. W szkole bywa różnie. Mój charakter jest na tyle przeze mnie nie pojęty, że rano mogę być aniołkiem, a w szkole mieć ataki szału. Czasami podejrzewam się o wieczny  PMS o.0
W każdym razie po szkole staram się widzieć z M., nawet na chwilę. Bardzo często jest tak, że widzimy się tyle co droga ze szkoły do domu. Jest nam wygodniej tak niż czekać cały tydzień po to by się widzieć 3 godziny, czasem mniej. Kiedyś długo siedzieliśmy na dworze, teraz to minęło, chociaż ostatnio wracamy do tego. Mam przez to deja vu. W zeszłym roku w październiku też wychodziliśmy ze sobą o wiele częściej niż w wakacje. Może to kwestia urozmaicenia, sama nie wiem.
Jak nie mam angielskiego po szkole i nie wychodzę nigdzie to znaczy, że się uczę, albo po prostu mam dosyć świata i siedzę sobie, przeglądając internet. Około 19 biorę prysznic. Potem kolacja, komputer przez chwilę i idę spać około 22:30. Jeśli nie ma mnie w łóżku przed tą godziną to zamartwiam się tym jak jest późno, a potem myślę o tym, że rok temu dopiero szłam się kąpać.

Nie wiem czy dobrze opisałam mój tydzień, ale starałam się w miarę. Nic szczególnego nie robię, więc to, że  napisałam tak dużo, to cud! Jeśli komuś będzie chciało się to czytać, będzie miło :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz ;**
Odwiedzam blogi tych, którzy obserwują i komentują! <3