poniedziałek, 29 października 2012

i've already got winter

No hej :* Mimo, że śniegu brak, ja już mam swoją własną zimę. Nie noszę jeszcze kurtki zimowej, jak dla mnie za ciężka, ale kozaki, szalik, czapkę i rękawiczki miałam już dzisiaj na sobie. Dzisiaj po szkole poszłam do miasta i chciałam Wam pokazać, mam nadzieję, udane zakupy : 3
Tymczasem idę się uczyć, pozdrawiam gorąco :*
(zdjęcia z internetu, bo światło do duszy mam w pokoju, a mój aparacik nie jest na tyle dobry, żeby cykażć w nocy)

niedziela, 28 października 2012

na niedzielę wkładam sukienki

kolejny weekend minął strasznie szybko. zmiana czasu wdaje mi się we znaki, mimo, że odczuwam ją zupełnie inaczej. mam wrażenie, że jest już 5 godzina! :o
poza tym, na niedziele rezerwuję sukienki! zauważyłam, że lubię je nosić właśnie w te dni : )
tymczasem idę poleniuchować i może powtórzyć fizykę, a wieczorem do kościoła. Chyba założę kurtkę na zimę i kozaki, wyczuwam mróz : P


sobota, 27 października 2012

Fizyka to samo życie, pomagamy światu, oraz "Pani Weronika i jej chłopcy"

Dobry Wieczór :*
Dzisiejszy dzień jest moim dniem dobroci dla świata. Rano poszłyśmy z dziewczynami na cmentarz i wymiotłyśmy liście z dziecięcych grobów, które zdawały się być opuszczone. Nawet nie wiecie jak ładnie to wyglądało, gdy już skończyłyśmy.Gdybyśmy miały więcej siły to wysprzątałybyśmy cały cmentarz, ale niestety padałyśmy już po naszym kawałeczku.W ogóle polecam, bo fajny pomysł na spędzenie soboty, jeśli ktoś chce się poczuć lepszym. : )


Po powrocie, byłam tak zmęczona, że przez 20 minut leżałam i nie mogłam się ruszyć. Później poszłam na obiad do siostry. Pograłam trochę na Kinect'cie, pobawiłam się z Miko i wróciłam do domu z wizją okrutną, a mianowicie nauką na sprawdzian z fizyki. Nie jestem jakimś geniuszem, jeśli chodzi o ten przedmiot i nauka często przychodzi mi opornie, ale tym razem poszło w miarę szybko. Muszę jeszcze ogarnąć kilka rzeczy, ale główne założenia działu mam chyba już za sobą. Swoją drogą ten tydzień będzie dobrym tygodniem, mam nadzieję - to w końcu 3 dni szkoły i weekend : D


Ostatnią rzeczą, o której chciałam powiedzieć dzisiaj to film. Film, który moja klasa miała przyjemność obejrzeć w piątek w czasie szkoły. Mówię przyjemność, bo mnie bardzo ujął i zaciekawił. Daje trochę do myślenia, jak na film, który jak nam zdradziła główna aktorka, powstał w dosyć dziwnych okolicznościach. Pani Weronika będąc filmowana nie wiedziała, że będzie z tego coś tak wielkiego jak to, co mieliśmy możliwość obejrzeć. Myślę, że to nawet lepiej. Nie jest on "grany" tylko prawdziwy.  Po projekcji bohaterka opowiedziała o tym, za co walczyli i przede wszystkim po co. Wtedy już zaczęłam łzawić. Mówię Wam, ktoś kto opowiada o przeżyciach jest stokroć prawdziwszy od zwykłej książki czy filmu, a połączenie tego daje taki efekt, że głowa mała. Jeśli ktoś będzie miał kiedyś okazję go zobaczyć, to bardzo, bardzo, baardzo polecam. Strasznie podobają mi się takie filmy, które opowiadają o Polakach w czasie wojen itd., a ten był o tyle miłym zaskoczeniem, że nie była to zwykła sucha opowieść, tylko własne przeżycia, opis wewnętrznych przemyśleń itd. Polecam raz jeszcze!

ZWIASTUN -


czwartek, 25 października 2012

jesienna chandra?

Cześć ; *
Ostatnio wszystko mnie dobija, sprawdziany, nauka, egzaminy - szkoła i w zasadzie szkoła w szczególności.
Mam jakiś kryzys naukowy jeśli można to tak nazwać. Przeważnie lubię się uczyć, ale jeśli dochodzą do tego lekcje, zajęcia dodatkowe itd., to mnie to przerasta. Nie lubię ostatnich tygodni. Nie lubię jak ktoś na mnie krzyczy. Ostatnio też zauważyłam, że spora część ludzi mnie denerwuje.. hmm może inaczej.. sporo  osób potrafi mnie wyprowadzić z równowagi.

Poza szkołą wszystko w porządku raczej poza moimi drastycznymi myślami o egzaminach. Na prawdę martwię się nimi. Robię testy z zeszłego roku i są one dużo prostsze niż myślałam, że będą (chodzi mi o matematykę, wos, o angielskim nie wspomnę). Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie.

Od kilku dni wstaję sobie rano i myję włosy (wcześniej robiłam to wieczorem) i wyglądają one jakoś inaczej.. nie wiem jeszcze od czego to zależy. Na pewno są prostsze. Nie wiem sama co jeszcze. A propo włosów.. muszę kupić jakąś odżywkę, czy coś takiego najlepiej nie w spray'u. Muszę poczytać trochę o tym na wizażu i może znajdę coś dla siebie ;)

Ambitniejsze posty będą w weekendy. Idę powtórzyć na geografię ;*


poniedziałek, 22 października 2012

miłość, szkoła i raz jeszcze szkoła

dzisiejszy poniedziałek to zły poniedziałek  wiecie, wczoraj myślałam sobie o testach gimnazjalnych, poszukałam zeszłorocznych i z bólem serca i niemalże łzami w oczach stwierdzam, że ciężko ze mną będzie. nie obawiam się języków, czy nawet matmy chociaż zastanawiam się nad tym czy mi się uda.. najgorzej będzie z historią. mało pamiętam z zeszłych lat. mam nadzieję, że zdążę to wszystko ogarnąć.. :x
tymczasem macie nasze przesłodkie zdjęcia z dzisiejszego dnia. jak już się nauczyliśmy na matmę, to nie było co robić, więc zajęliśmy się zdjęciami :3

niedziela, 21 października 2012

podobno w moro mi do twarzy

cześć :*
miałam napisać w piątek, ale teraz dopiero mam zdjęcia. no więc przed weekend'em wpadli do nas do szkoły chłopaki z ASG i prowadzili lekcje w kilku klasach - w tym też w naszej. Prezentacje, pokazanie sprzętu itd. Całkiem fajna sprawa jak ktoś jest ciekawy i lubi strzelać to szukajcie w internecie : )
My z dziewczynami  klasy nie jesteśmy jakieś super bojowe jeśli chodzi o chodzenie po lasach itd,
 ale trochę się poprzebierałyśmy : D




Karolcia i Oliwia to ślicznotki, więc chyba się nie obrażą za zdjęcia tutaj :**

sobota, 20 października 2012

mój tydzień w słowach kilku :)

Cześć :* Chciałam wczoraj coś napisać, ale nie mam zdjęć jeszcze ze szkoły, dlatego dodam je później.. W każdym razie się postaram, tymczasem mam dla was coś niecoś o moim tygodniu : )


jest PONIEDZIAŁEK, czuję, że mogę wszystko..

Od poniedziałku zależy w zasadzie cały tydzień. Pierwszego dnia tygodnia mam od 6 do 8 lekcji. Mówię tak, bo jeśli nie mam informatyki (7 i 8) to mam testy z angielskiego (7), no i oczywiście są dni, kiedy nie mam testów (6) :)
Co prawda lubię angielski.. ale nie ten w szkole. Poziom znajomości tego języka w mojej klasie jest dosyć kiepski, dlatego na lekcjach się nudzę, bo czytać umiem, a w większości na tym się skupiają podręczniki. Swoją drogą gdybym ja je pisała, na pewno wyglądałyby inaczej. Może to kwestia książki. Moje do mnie nie przemawiają.
Wracając do poniedziałku.. po szkole w większości przypadków wracam do domu, często z M., który pomaga mi odrabiać lekcje. Robienie takowych samemu często jest zbyt nudne/trudne dla mnie i potrzebuję kogoś do pomocy, a moi rodzice nie są fanami mojej nauki, odpytywania mi itd, więc ich już nawet nie pytam ;) Pewnie robiłabym zadania z Miśką, gdyby ta mieszkała gdzieś niedaleko, albo nie spieszyła się na autobus, no ale niestety..


wszystkie myśli chore wróciły do mnie, to jest zły WTOREK

We wtorki lekcji 7 (co dwa tygodnie 8 - testy ;))
Wtorki mimo wszystko są fajnymi dniami. Lekcje w porządku, jak dla mnie, nie ma w.f.'u, więc nie muszę upychać stroju do plecaka i ogólnie podobają mi się wtorki. Są dosyć luźne, bo w środę mam lekcje projektowe, dlatego nie muszę się uczyć jakoś szczególnie. Po szkole odrabiam lekcje, zjadam coś szybko, ogarniam trochę twarz i lecę na angielski (<3). Lubię to. Co prawda często nie chce mi się iść na zajęcia, bo przytłacza mnie wizja całego tygodnia, ale jak już tam jestem to zapominam o tym i liczy się tylko język.
Przyszłości nie wiążę z Polską, ten kraj po woli umiera, tak mi się zdaje. Polityka kraju jest jakaś taka inna. Jesteśmy dosyć wykształconym narodem. W Stanach, na Wyspach, czy w jakiejkolwiek innej części świata naprawdę nie uczą takich rzeczy jak u nas w szkołach. Przykładem na to są dzieciaki z wymiany Latarniowej - nie mam tam wszystkich lekcji, tak jak w Polsce, ale nasza matematyka w porównaniu do ich matematyki, to rzekłabym poziom hard (w gimnazjum oczywiście tj. 7-9 klasa).


w ŚRODĘ wieczorem kochali się..

Środa jak już wspomniałam to LATARNIA czyli projekt polsko-niemiecki. Co dwa tygodnie jestem w szkole niemieckiej i mam tam lekcje z klasą zza Odry. Pierwsza gimnazjum to poznawanie ludzi, wycieczki, spotkania itd. W drugiej klasie już normalne lekcje tak samo jak teraz. Z tym, ze w zeszłym roku były to matematyka, plastyka, wf, dwie godziny j. niemieckiego i muzyka. W tym zamiast matmy mamy WOR (wiedza o regionie tj. Brandenburgia i domyślam sie, że również woj. Lubuskie). Ogólnie środa jest luźnym dniem. Jedyne utrudnienie jest takie, że w tamtym gimnazjum lekcje zaczynają się o 7:30, co dla nas - leniwych dzieci - jest  dosyć dużym problemem, haha :) Za bardzo nie będę pisać o projekcie, bo większość osób, które to czytają, wie o co chodzi, ale jak coś to piszcie na formie czy gdzieś tam to dodam notkę ;)


zakochałam się w CZWARTEK, niechcący..

Czwartki to 8 lekcji i są dla mnie drugim wtorkiem, praktycznie wyglądają tak samo, tylko lekcje się zmieniają. W czwartek jest też dodatkowy plus - bliżej do piątku, którego nienawidzę, ale piątek to wigilia soboty, więc wyczekuję tego dnia mimo wszystko. Ach no właśnie, na czwartki i piątku trzeba się duuuuuuużo uczyć. To męczy.


PIĄTEK i dzisiaj w nocy może różnie się potoczyć..

Piątki to męczące dni. Mamy 7-8 lekcji, zależnie od testów z j.polskiego, a i tak wszyscy wymiękają po 2 lekcji. Po trzeciej już w ogóle mamy dosyć. Dwie matmy i w.f. na początek to dosyć sporo haha ;p
Przy odrobinie szczęścia piątki kończą się przyjemnie i wychodzę sobie na dwór. I to w zasadzie tyle ;)
Zapomniałabym! Każde piątko we wyjście ze szkoły kończy się piosenką "Friday" śpiewaną przez nas tak szczęśliwych jak nigdy wcześniej w tygodniu.


SOBOTA to mój dzień..

Jeśli dobrze pójdzie to w sobotę śpię dłużej, nie to co dziś.. Przy złej passie zostaję obudzona przez odkurzających rodziców, albo Mika, który zwala mnie z łóżka :p
Dlatego popołudniami, o ile nie wychodzę i się nie uczę - śpię.  W soboty rano sprzątam. Sprzątam tle ile potrzeba, często nie mam czasu na układanie w szafkach, dlatego staram się ich nie używać, żeby nic nie poprzekładać. Mam jakąś obsesję. Wszystko musi być tak, jak ja to ułożyłam. Dostaję nerwicy, gdy nie mogę czegoś znaleźć..  A skoro przy tym.. Jestem dosyć ciężka do ogarnięcia.. Widzicie, lubię gdy jest czysto i gdy ja poukładam tak jak chcę, ale nie lubię sprzątać, mimo tego bałagan mnie denerwuje. W szczególności, gdy to nie jest mój bałagan,ale taki, który robi np. Mikołajek.

ta ostatnia NIEDZIELA.. 

Niedziela to czas na kościół, makijaż, spanie, naukę i jedzenie. Rzadko robię coś innego w ten dzień. Odpoczywam przed poniedziałkiem, rzekłabym. Niedziela jest taka dziwna.. inna. W ogóle powinien być jeszcze jeden dzień tygodnia. Taki na ten przykład Ósmek. W tedy weekend miałby 3 dni. Wszystko miałoby sens haha :D






Moje dni wyglądają przeważnie tak samo, no wiecie.. wstaję ok 6:40 - nienawidzę się spieszyć. Wolę wstać i marudzić, że chcę spać niż nie mieć czasu na nic. Myję się, ubieram, maluję, jem śniadanie, dopakowuję drobiazgi do plecaka i wychodzę do szkoły. W szkole bywa różnie. Mój charakter jest na tyle przeze mnie nie pojęty, że rano mogę być aniołkiem, a w szkole mieć ataki szału. Czasami podejrzewam się o wieczny  PMS o.0
W każdym razie po szkole staram się widzieć z M., nawet na chwilę. Bardzo często jest tak, że widzimy się tyle co droga ze szkoły do domu. Jest nam wygodniej tak niż czekać cały tydzień po to by się widzieć 3 godziny, czasem mniej. Kiedyś długo siedzieliśmy na dworze, teraz to minęło, chociaż ostatnio wracamy do tego. Mam przez to deja vu. W zeszłym roku w październiku też wychodziliśmy ze sobą o wiele częściej niż w wakacje. Może to kwestia urozmaicenia, sama nie wiem.
Jak nie mam angielskiego po szkole i nie wychodzę nigdzie to znaczy, że się uczę, albo po prostu mam dosyć świata i siedzę sobie, przeglądając internet. Około 19 biorę prysznic. Potem kolacja, komputer przez chwilę i idę spać około 22:30. Jeśli nie ma mnie w łóżku przed tą godziną to zamartwiam się tym jak jest późno, a potem myślę o tym, że rok temu dopiero szłam się kąpać.

Nie wiem czy dobrze opisałam mój tydzień, ale starałam się w miarę. Nic szczególnego nie robię, więc to, że  napisałam tak dużo, to cud! Jeśli komuś będzie chciało się to czytać, będzie miło :)





środa, 17 października 2012

nie mam silnej woli, trochę zdjęć i ogólnie zdjęcia

cześć :* moje obżeranie się nie ma końca, dzisiaj kończę 2 tabliczkę, nie mogę.. brakuje mi cukru, dawno nie czułam tego smaku. Pocieszam się tym, że to czekolada z orzechami i wcale nie jest tak niezdrowa, ale i tak wiem, że to nie prawda.. Nie ważne..
Mam dla Was kilka zdjęć z wczoraj, z CP i z drogi do domu, bo i tak mało się skupiłyśmy na oglądaniu wszystkiego, ale zawsze to kilka lekcji mniej, przynajmniej było to jakieś oderwanie się od codzienności : >
Właśnie.. znów wstyd mi za moją klasę, nie pytajcie dlaczego.. wiedzą Ci, którzy powinni..
ehh..



poniedziałek, 15 października 2012

obżarstwu stało się zadość!

Jestem zawiedziona sobą, wiecie? Pilnowałam się dosyć długo. Nie jadłam słodyczy od jakichś 2 tygodni, może więcej, aż do soboty (?). Przez weekend i dzisiaj zjadłam tabliczkę czekolady mlecznej z orzechami, 1/4 tabliczki gorzkiej czekolady i paczkę żelków z M. na pół. Nie lubię żelków, ale te są dobre. Dużo osób się dziwi, że nie lubię, w końcu są one dosyć popularne wśród młodzieży. Mi nie smakują.W ogóle to mam jutro 4 lekcje. Fajnie co ? Podobno mamy jakieś warsztaty w CP, oby było fajnie..
Mówiłam już, że nie mam się w co ubrać ?



niedziela, 14 października 2012

sunday morning

Cześć : * 
Po raz kolejny obudziłam się dziś wcześnie. Nie lubię tego. 
Plusem jest natomiast to, ze mam dziś na sobie sukienkę, którą mama wypatrzyła jakiś czas temu w sh i jest boska! Słońce świeci, ciepło jest i ogólnie pogoda w sam raz na taki strój. 
Do tego grube rajstopy, siwy sweterek, szalik (również sh), który ubóstwiam i botki z H&M'u które kupiłam w zeszłym roku.. jeszcze się jakoś trzymają ; ) Moje plany na dziś to zjedzenie jakiegoś dobrego obiadku, który zrobi mama, nauka na historię i matematykę, potem na wieczór do kościoła i gorąca kąpiel!
Trzymajcie się :*

sobota, 13 października 2012

sprzątanie, liczenie, Eveline, pizza turecka i ciepła bluza

Cześć Wam : * 
Dziś od rana miałam zły humor, a zmienił się on tuż po skończeniu sprzątania, pomalowaniu się i zjedzeniu 3 kostek gorzkiej czekolady, która jest jednym z niewielu słodyczy jakie jadłam ostatnio.
Mój humor był potworny z dwóch powodów. Po pierwsze obudziłam się dwadzieścia pięć po szóstej, a po drugie bolały mnie plecy. Na szczęście już jest lepiej, a przy okazji mam już skończone lekcje z matmy, których na weekend dostajemy strasznie dużo, ze względu na dwie lekcje w piątek. 

Poprawił mi się nastrój również dzięki wczorajszemu zakończeniu dnia. Wczoraj po południu kupiłam sobie polecaną przez wiele osób, w tym też Jagódkę (badratt.blogspot.com), odżywkę 8w1 z firmy Eveline. Drugiego dnia używania moje paznokcie są znacznie twardsze, ale o reszcie opowiem, jak już skończę kurację : )  Drugim zakupem był perfum (czy jakkolwiek by tego nie nazwać), mam nadzieję, że zapach mi się nie przestanie podobać : > 




A na koniec miła przygoda z pizzą turecką, która została przeze mnie mianowana "dobrą na wszystko". 
Poza tym, że dowiedziałam się, że słychać mnie u sąsiadów, gdy śpiewam (od dziś zamykam drzwi i okna haha : D ) to spotkałam starego kolegę i  zjadłam przepyszną pizzę - serio, była genialna. 

A teraz czekam na obiadek w cieplutkiej bluzie mojego darling i chyba zrobię sobie herbatę, jakie to pospolite.. Nie ważne ; )
Trzymajcie się :*



PS Polecam bardzo Tarczyn w szklanych butelkach o smaku wiśnia-mięta <3

środa, 10 października 2012

jest zimno, trochę jak w grudniowe popołudnie

Cześć : *
Postanowiłam, że moje posty będą nieco bardziej ambitne niż wcześniej. Przynajmniej będę się starała. 
Dzisiejszy post może trochę o jesieni. 
Moja jesień od zimy różni się tylko tym, że przez pewien czas nie noszę kozaków i nie widzę śniegu. A jak ten czas minie, jest już tylko coraz gorzej. Jesień w zeszłym roku była moją ulubioną porą roku.. No wiecie, kolorowe liście, czerwone słońce, wszystko takie cieplusie i milusie. Tegoroczna pora zaczęła się nieciekawie, ale mam chociaż nadzieję, że zima nie będzie ostra. Mimo, że piękna, biała i ogólnie to taki miłosny czas według mnie to zimno mnie przeraża. Jestem strasznym zmarźluchem. Na szczęście ciepłe rękawiczki, czapka i szalik oraz nawilżona twarz i idzie jakoś przeżyć drogę do szkoły i z powrotem  Szkoda tylko, że w.f.-y mamy na hali.. kolejne metry na mrozie!
Trzymajcie się ciepło :*


niedziela, 7 października 2012

wazelina, biały jeleń i coś niecoś o ludziach

Dzisiejszy post będzie może trochę bardziej ambitny. Postaram się nawet pisać zaczynając wielką literą. Internet tak odzwyczaja..
PS Ten post będzie długi : )

Pierwsza kwestia jaką chciałam poruszyć jest mydło. Śmierdzi, bo śmierdzi i nawet nie jest różowe (ubolewam), ale po jakimś tygodniu używania zdziałało cuda! Może to tylko efekt placebo ? Naczytałam się trochę o nim jeszcze zanim kupiłam i byłam zachwycona tym, co piszą ludzie. Do tej pory moja cera nie była idealna, ale pewnie każdy powie, że i jego cera nie jest. Postanowiłam się wziąć za siebie i jakoś pod koniec podstawówki kupiłam jakiś tam żel do mycia twarzy..niby myje, niby pachnie i w ogóle super fajny, ale jednak coś było nie tak.. na drugi ognień poszedł żel z peelingiem - również nic. Potem jeszcze jeden i jeszcze jeden i dalej nie było wielkich zmian..
Na blogach czytałam o fantastycznej skuteczności mydła, wizażowe forumowiczki chwaliły i chwaliły no i postanowiłam wypróbować ten produkt. Mycie twarzy mydłem nie było łatwe do przyzwyczajenia, zważając na to, że nie pachnie ono jak każde inne, ale moja cera po tygodniu jest (przynajmniej dla mnie) nie do poznania! Zadowolona jestem bardzo i polecam każdemu, kto ma jakiekolwiek problemy. Jest hypoalergiczne no i takie tam..
W internecie znajdziecie mnóstwo informacji, a w dodatku jest tanie jak barszcz!

Kolejną rzeczą o której chciałam Wam napisać jest wazelina kosmetyczna do ust, którą dzisiaj nabyłam w Piotrze i Pawle. Co prawda malutka, ale za to poręczna! Bezbarwna, ale jak pachnie.. zakochałam się. Uwielbiam poziomki, a tak trudno gdziekolwiek je dostać. Ostatnio jadłam je może ze dwa lata temu ! :o
W każdym razie jest [wazelina] świetna. Wszystko co obiecuje producent jak najbardziej na tak!

No i ostatnią już rzeczą o jakiej chciałam napisać są ludzie. Bliżsi, bądź dalsi mojej osobie. W każdym razie z ludźmi kontakt mam codziennie, jak nie rodzina, to znajomi, przechodnie na ulicy.. ktokolwiek. 
Wiecie, coraz częściej widzę, że ludzie się zmieniają. Czy na lepsze? Nie wiem sama. 
Jest bardzo dużo osób z którymi ograniczyłam kontakty mimo tak dobrych jeszcze za czasów przedszkola czy podstawówki, albo i samego gimnazjum. Tak, wiem, mówię jakbym była niewiadomo jak stara i niewiadomo jak ważna..Ale ludzie się zmieniają. Zmieniają siebie, swój światopogląd i swoje towarzystwo. No właśnie. "Z kim przystajesz takim się stajesz" - uznaję to od pewnego czasu za mądrość życiową.
To takie smutne, że z kimś, z kim spędzałam kiedyś całe dnie, teraz jest dla mnie zupełnie kim innym. Założę się, że i wy tak macie. Więc jakby ktoś coś, to piszcie. Lubię rozmawiać z innymi : )
Do kolejnego posta. Trzymajcie się.. ciepło, a nawet gorąco. Pozdrawiam :*








sobota, 6 października 2012

dziś w moim mieście padał deszcz

Cześć : * Wiem, że miały być zdjęcia wczoraj, no ale jak zwykle nie wyszło. Dzisiejszy dzień był super fajny. Ogarnęłam rano pokój, pomalowałam paznokcie, wzięłam kąpiel i siedziałam sobie, czekając aż mama będzie gotowa na makijaż! Malowanie ludzi jest super sprawą, a jako iż rzadko mam okazję ją malować było to podwójnie fajne! Później rodzice pojechali do cioci, ja zrobiłam sobie obiad, powiesiłam pranie i czekałam na M.


 Pomalowałam się ubrałam do wyjścia i już byliśmy przy drzwiach kiedy to zaczęło padać. Posiedzieliśmy w domu czekając aż przestanie, ale wybraliśmy sobie taki moment, że gdy tylko wyszliśmy zaczęło kropić.. to się nazywa mieć szczęście. No ale zrobiliśmy kółko przez miasto i wróciliśmy, dobrze chociaż, że mamy wyczucie co do wracania. Gdy tylko zdjęliśmy buty lunęło tak, że myślałam, że zacznie padać grad, ale to się nie stało - i dobrze! : ) M pojechał do domu, a ja zostałam sobie w domu, zrobiłam pazurki u rąk, wykąpałam się i teraz piszę notkę, i piję wapno. Zdjęć jako takich nie ma, bo nie było czego fotografować. Jutro się może odstawię, bo idziemy na obiad do siostry to jak coś - pokażę foty : )
Trzymajcie się ciepło! :*


piątek, 5 października 2012

czwartek, 4 października 2012

new image

po raz kolejny zmieniam nagłówek.. gdyby komputer był bardziej ogarnięty miałabym chociaż triala jakiegoś dobrego programu do zdjęć, ale niestety zadawalam się tym, co jest. powinnam się uczyć na historię.. no właśnie wspominałam, ze moja klasa jest na wycieczce, a ja mam łączone lekcje ? Jednym z plusów tego, że zostałam jest to, że mam jutro na 9! <3 Tak dawno dla naszej klasy nie było zastępstw.. niestety nie mogę się przyzwyczaić, a szkoda :c
idę chyba zrobię jakąś sałatkę owocową, ogarnę się trochę, wskoczę w cieplutki polar i pójdę spać! w międzyczasie powtórzę historię i dzisiejszy dzień z głowy!
kisses :*

PS jutro dodam jakieś zdjęcia czy coś tam ; )

wtorek, 2 października 2012

was hast du heute an ?

Dzisiejszy dzień jest tak zakręcony, że ciężko mi go ogarnąć. Od dziś uczę się autorów wszystkich książek, jakie czytam.. tak w razie rozprawki. A właśnie, skończyłam S@motność w Sieci - płakałam dobre 10 minut, jak nie więcej, na ostatnich rozdziałach. Idę zaraz szukać jakiejś innej książki w domu - moje fundusze są ograniczone, a szkoda bo chętnie zakupiłabym "Lolitę". Tymczasem idę się ogarnąć, już niedługo mam angielski, a po szkole zawsze wyglądam strasznie.. z resztą jak zawsze..

+ Blogspot niszczy jakość nagłówków.. na komputerze wygląda lepiej :c

poniedziałek, 1 października 2012

I married that October girl



I married that October girl
we married in the spring


and as I wait to see

what summer's breeze may bring
I know that October's girl
will shine her light within
as I soar up so very high
upon October's wind. 
***

Dziś już październik! Nie mogę doczekać się zimy. Noszenie kozaków, szalików.. Włochy! <3 To chyba jeden z głównych powodów mojego czekania. Nie tęsknię za zimą, nie lubię zimy.. Jestem ciepłolubna, ale myśl o tym wyjeździe mnie nakręca i to bardzo! 
Tym czasem idę kuć deklinację na niemiecki.. jutro sprawdzian.. wish me good luck!