poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rimmel ScandalEyes Waterproof Gel Eyeliner


Nowy zakup to przykład tego, co YouTube robi z ludźmi. W moje ręce wpadł czarny żelowy eyeliner firmy Rimmel London. Do tej pory używałam formy płynnej lub w pisaku, czasem bawiłam się czarnym cieniem, jednak nie było to coś, co dawało zadowalający efekt, dlatego postanowiłam kupić coś innego.  Tusz do kresek ma w zestawie  pędzelek, który jednak nie powala na kolana. Co prawda da się nim pracować, jednak dla mnie kreska namalowana nim jest za gruba, choć może to kwestia przyzwyczajenia. Producent zapewnia, że produkt jest wodoodporny i rzeczywiście jest. W każdym razie ciężko go rozmazać czy też zetrzeć na sucho lub wodą, za to najzwyklejsze mydło w płynie daje sobie z nim radę, więc jestem w domu. Zdecydowanie nie przepadam za używaniem mleczek i płynów micelarnych. 
Tymczasem trzymajcie się i do następnego :)))





niedziela, 29 czerwca 2014

Pink Lips.


Pierwsza niedziela wakacji, mimo, że niezbyt gorąca, zapowiada się przyjemnie. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że teraz już nie ma do czego odliczać czasu. Teraz się po prostu jest. Pewnie zajmie mi to chwilę, nim się do tego przyzwyczaję i przez to zleci mi połowa wolnego, ale czego się nie robi dla przyjemności. 
Moim nowym umilaczem czasu stała się gra Megapolis. Zaczynam się już uzależniać, ale do końca wakacji mi przejdzie, w każdym razie tak mi się wydaje. Kurcze, pisanie o niczym nie jest już takie proste. Szkoła mnie zmieniła.


  

piątek, 27 czerwca 2014

Finally.


Doczekałam się w końcu ostatniego dnia szkoły. Myślałam, że nigdy on nie nastąpi, a tymczasem przyszedł szybciej niżbym się tego spodziewała. Czy jestem zadowolona z tego roku? I tak i nie. Poznałam naprawdę świetne osoby, uczyłam się chyba więcej niż przez całe swoje życie i najlepsze jest to, że czegoś się jednak nauczyłam. Fakt, przede mną jeszcze dwa lata, ale spodziewam się tylko lepszego. Teraz czas rozpocząć wakacje!  ♥  ♥  

ICanCook: Chleb z boczkiem.


Kolejny z serii o gotowaniu post, tym razem o chlebie.  Domowe pieczywo to coś, co lubię najbardziej, szczególnie gdy jest chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku. A to właśnie to, czym każdy chleb powinien się odznaczać. Ten jest naprawdę prosty w przyrządzeniu. Pieczenie to nieco więcej zabawy, ale za to jaki efekt! Z pewnością nie smakuje on jak zwykły kupny chleb, nawet taki z piekarni z prawdziwego zdarzenia. Przepis zaczerpnęłam z Kwestii Smaku i stronę tą serdecznie Wam polecam, bo każdy znajdzie tam coś dla siebie. Tymczasem ktoś to wszystko musi zjeść! Trzymajcie się!


czwartek, 26 czerwca 2014

I'm a #zaraholic.


Chyba już nie jest niczym zdumiewającym, że ZARA należy do moich ulubionych sklepów i mimo, że nie potrafię się odnaleźć w żadnym ze sklepów stacjonarnych, to zakupy internetowe nie sprawiają mi problemu. Właśnie dziś otrzymałam paczkę z nową parą jeans'ów i bluzką z naszyjnikiem. Jeszcze kilka dni temu  dostałam od mamy czarne spodnie/leginsy, a więc tydzień ten uważam za udany.
Na moje nieszczęście muszę się dziś wybrać do szkoły, żeby załatwić jedną sprawę, co zdecydowanie psuje mi konwencję dnia, w której planowałam nic nie robić, ale mus to mus! Z drugiej strony jednak czas znaleźć kolejny ciekawy przepis, który mogłabym wykorzystać do zrobienia czegoś pysznego. Gotowanie to chyba coś co sprawia mi ogromną przyjemność, nawet nie chyba, a na pewno. Dlatego, nie można tego lekceważyć.



środa, 25 czerwca 2014

ICanCook: Ciasto / Tort czekoladowy z kremem i wiśniami.


Pyszności ciąg dalszy, ale obiecuję, że niedługo pojawi się też coś innego. Dziś przychodzę do Was z czymś, co zobaczyłam na blogu Czekoladą utkane. Jest to ciasto, czy jak kto woli tort czekoladowy z kremem i owocami. Ja swój dodatkowo przyozdobiłam posypką czekoladową. Muszę przyznać, że jest to najpyszniejsze ciasto czekoladowe jakie dotąd jadłam - może dlatego, że wykonałam je sama, a właściwie z pomocą Matta. Na zdjęciach wygląda jakby było nieco surowe, ale uwieżcie, że wcale takie nie jest. Wydaje mi się, że jest to kwestia rozpuszczonej, a następnie zastygniętej po pieczeniu czekolady.


Ciasto samo w sobie nie należy to tych pulchnych i jest raczej zbite, dlatego krem z owocami idealnie dodają mu wilgoci. Początkowo plaowałam pokryć wiśniami całą powierzchnię tortu, jednak wizja ręcznego drylowania mnie przerosła i mimo, że w końcu udało nam się pozbawić pestek wszystkie owoce, to użyłam jedynie niewielu tworząc wiśniową "koronę".

wtorek, 24 czerwca 2014

ICanCook: PANCAKES


Dziś przychodzę do Was z czymś, czego jeszcze na tym blogu nie było, czyli z przepisem. Bywają dni, kiedy mam ochotę na coś kreatywnego i właśnie wtedy zabieram się za gotowanie, smażenie, pieczenie... Ostatnie kilka dni to zupełny misz-masz w kuchni. Przyszedł więc i czas na amerykańskie naleśniki - pancakes!
I to nie tylko dlatego, że wypadałoby czasem zjeść trochę czekolady i ogólnie posilić się czymś słodkim, ale i dlatego, że brakowało mi składników na ciasto, które swoją drogą będę przyrządzać jutro.

Aby przygotować te oto naleśniki potrzebujemy:

  • 1 jajko
  • 1 szklankę mąki
  • 1 szklankę maślanki (ja użyłam śmietany 12%)
  • 1 łyżeczkę proszku do pieczenia
  • 1 łyżkę roztopionego masła
  • 1 łyżkę cukru pudru 
  • niewielkiej szczypty soli

Dodatkowo do polewy użyłam 2 łyżek wcześniej już wspomnianej śmietany i niemal całej tabliczki mlecznej czekolady, którą przetopiłam w rondelku.

Wszystkie składniki dokładnie miksujemy i odstawiamy na 15 minut. Do smażenia nie używamy tłuszczu. Przewracać należy je wtedy, gdy zrumienią się boki, a na wierzchu pojawią się pęcherzyki powietrza. Ciasto jest jednak na tyle gęste, że bez problemu będziemy mogli obrucić naleśnika kilka razy bez obawy o przypalenie czy surowe ciasto. Najlepiej wykonywać szybkie ruchy łopatką, wtedy nie będziemy mieś problemu przyklejeniem się go do patelni.


Zaraz po nałożeniu na tależ polewamy naleśniki przygotowaną polewą czekoladową i zajadamy się tymi pysznościami. Są dobre zarówno gorące, jak i nieco ostygnięte. Z resztą, co tu będę pisać, spróbujcie sami :)))

piątek, 20 czerwca 2014

New in.


Dzisiaj na szybko chciałam Wam pokazać moje "mini zakupy" z Berlina. Wyprzedaże są tam dosłownie wszędzie i ciężko zawiesić na czymś oko. Zależało mi tam głównie na Primarku, ale niestety, nawet koło niego nie przeszliśmy. Inne sklepy, typu ZARA czy H&M, nie ciekawiły mnie tak bardzo. W tym pierwszym nigdy nie umiem się odnaleźć i robię zakupy online. Ten drugi jest już dosłownie wszędzie, więc bez sensu byłoby jechać do stolicy tylko po to, żeby coś tam kupić. 
Moje zdobycze to lakier w kolorze 338 z KIKO, który jest przeeeepiękny i peeling malinowy z The Body Shop, którego zapach zwala z nóg. Pachnie prawdziwymi malinami, co można potem poczuć na skórze.
Tymczasem żegnam się z Wami. Czas zacząć szykować się do wyjazdu. Buziaki! :*








wtorek, 17 czerwca 2014

BERLIN!


Berlin? Zdecydowanie na tak. Wycieczka - świetna. Nogi obolałe. Starbucks zaliczony. 
No czego chcieć więcej?