piątek, 19 sierpnia 2016

DO RAJU NIE JEST WCALE TAK DALEKO

Jest takie miejsce na Ziemi, w którym zatrzymał się czas.
I mówię to całkiem serio, z pełną świadomością.


Jedno, co się tam zmieniło, to droga. Kiedyś się śmiałam, bo co to taka droga. Jest to jest, nie ma, to nie ma. A droga na wsi, to jakby zmieniła wszystko. Nie było asfaltu, to szedł człowiek spokojnie po bruku i ani się nie obejrzał, a teraz tylko słuchać czy żaden wariat nie nadjeżdża. Ale to tylko jedna, główna droga. A poza tą jedną wszędzie indziej chodzi człowiek jak dawniej, po staremu.

I tak na przykład sklep. Do sklepu zawsze się szło przez łąkę jak brakło masła czy śmietany albo ot, rekreacyjnie, po lody. A takich lodów jak tam, już się w mieście nie uświadczy. Do dziś mnie ciekawi skąd tam jeszcze takie lody, skoro ich nigdzie już nie ma. A tam właśnie są.

I w samym sklepie ten sam człowiek pracuje od kilkunastu lat przynajmniej i każdego prawie z imienia zna. A pewnie jak jeszcze mała byłam na tyle, że człowiek wtedy nie pamięta nawet, że w ogóle był, to pewnie i wówczas tam pracował. Bo to właśnie takie miejsce, że wszystko jest jak kiedyś.

Z resztą w samym sklepie też wszystko jak dawniej. Nic się nie zmieniło, wszystko na swoim miejscu.

Właśnie tam, każdy każdego zna i choćby kto obcy, to prawie sensacja na całą wieś, albo przynajmniej na pół.

Tam właśnie najlepiej smakuje obiad. Nigdzie tak nie smakuje, jak właśnie tam. Zawsze się chce jeść. Choćby się cały dzień tylko jadło i jadło, to i tak obiad jeszcze wejdzie. Obiad robiony na piecu kaflowym, to zupełnie inny obiad niż taki z miasta, na gazie czy prądzie. A jeszcze cały dom takim obiadem pachnie, jak tylko się go gotuje, to pół dnia człowiek zagląda, czy to moze już.

I przed obiadem jeszcze trzeba wyjść na pole. Popatrzeć tam i tu, czy może już pomidory dojrzały, czy może dzisiaj akurat ogórki. Bo co to taki obiad bez warzyw z pola.

A po obiedzie najlepiej jest iść popływać, albo jak za zimno - poleżeć na trawie. Taka woda do pływania, to też tylko tam, a jeszcze jak pusto w lesie i ani żywej duszy przy wodzie, to w ogóle nic by człowiek nie robił, tylko pływał. Albo choć ta trawa. W mieście położyć się na trawie to zawsze twardo, a tam można spać i spać, i jak człowiek wstanie, to nawet nie czuł, że z trawy wstał.

Nie słychać krzyków i daleko tam do zgiełków miasta. A nawet jak ktoś kogoś woła na drugim końcu wsi, to tego nie słychać, chociaż, ten kogo się woła zawsze wie, że to do niego.

I tylko tam jest tak gorąco latem, jak zimno zimą. A gdy spadnie śnieg, to najlepiej iść na sanki. Bo co to za przyjemność ciągnąć sanki bo betonie, jak można bez zgrzytu na wsi sankami pojeździć, albo z górki pozjeżdżać. Nawet jak ma się już dwadzieścia czy więcej lat.  Albo jak staw przed domem zamarznie - poślizgać się po lodzie. A potem wypić herbatę przy piecu i suszyć nad nim przemoczone spodnie czy buty, tak jak się grzyby jesienią suszyło.

A spać za piecem na tapczanie to najlepsza przyjemność - czy zimą czy latem.

I wszystko tam jest przyjemne.



Mieszkam trzydzieści dwa kilometry od Raju.

To wcale nie tak daleko.



2 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz ;**
Odwiedzam blogi tych, którzy obserwują i komentują! <3