poniedziałek, 29 lutego 2016

CZYM DLA MNIE JEST MAKIJAŻ?

Budzik ustawiam na przed siódmą. Wtedy starcza mi czasu na umycie włosów, wysuszenie ich, nałożenie makijażu, ubranie się, zjedzenie śniadania, pokręcenie się po mieszkaniu i często jeszcze na zrobienie czegoś na drogę. Choć doskonale wiem, że gdybym wstała przynajmniej pół godziny później i zrezygnowała z dość długotrwałego procesu jakim jest aplikacja make upu, zdążyłabym również. Myślę, że nawet bez pośpiechu. W końcu mieszkając bez mała w centrum, blisko mam niemal do każdego celu, jaki sobie obieram, co oczywiście uważam za ogromne ułatwienie.


Jakiś czas temu zaczęłam się jednak zastanawiać nad istotą makijażu. Co sprawia, że tak często ląduje on na mojej twarzy i jak czuję się, gdy jednak go nie ma? Jak reagują na to znajomi i zwykli przechodnie? Dlaczego z wiekiem mimo, że kosmetyków przybywa, to jednak ich liczba maleje? Czy mnie on postarza, czy raczej odbiera lat? Czy nakładając jedynie krem na dzień, łamię jakiekolwiek niepisane umowy społeczne i co za to grozi? Czym dla mnie jest makijaż?

Kiedy więc doszło do mnie raz na zawsze, że odgrywa on w moim życiu ogromną rolę, do czego przyznaję się bez bicia, wszystkie te pytania zaczęły co jakiś czas przewijać się przez moje myśli, czego dowodem na pewno może być ten post, z którego napisaniem i publikacją zwlekałam dość długo.

W marcu tego roku ukończę dziewiętnasty rok życia, a kosmetyki towarzyszą mi od kiedy sięgnę pamięcią, poczynając oczywiście od tych najbardziej niewinnych, jak chociażby bezbarwny błyszczyk czy pomadka ochronna. Dosyć długo też zastanawiałam się czy w ogóle wypada mi się malować. W końcu jak na swój wiek wyglądam bardzo młodo zarówno w makijażu, jak i bez, a doskonale zdaję sobie sprawę, że może to budzić kontrowersje. Tysiące młodych dziewczyn na forach internetowych każdego dnia wypytują, kiedy mogą zacząć swoją przygodę z makijażem. Choć uważam, że nie to jest jeszcze najgorsze. Sama w końcu jestem młoda i wszystkiego się uczę, nabieram doświadczenia. Toteż rozumiem ich zainteresowanie tym, czy każdym innym tematem. O makijażu nie mówi się przecież w szkołach. Problem pojawia się wtedy, gdy pytanie brzmi: "Kiedy muszę się zacząć malować?". Zupełnie tak, jakby był to jakiś przymus, nakaz wychodzący ze strony współczesnego społeczeństwa, tak jakby brak podkładu i tuszu na rzęsach eliminował nas, kobiety, jako jednostki. Wiadomo, że dobrze dobrany do typu urody make up dodaje uroku, atrakcyjności. A to co ładne się podoba. W takim razie czy nie można być pięknym bez tej kolorowej maski? Świat ze wszystkich stron krzyczy, że nie. To skąd taka nagonka na naturalność? Na ograniczenie ilości produktów używanych do twarzy, albo całkowite z nich zrezygnowanie?


W ostatniej klasie podstawówki używałam korektora, tuszu do rzęs, kremu tonującego i różu. Było to około 6 lat temu. Teraz mój codzienny makijaż zawiera całą masę innych produktów, zarówno tych, które nakładam, jak i tych którymi to robię. Myślę, że zaczęłam, bo moja twarz była wtedy lepsza, ładniejsza. Później pojawił się trądzik. Ciężko było więc zrezygnować z czegoś, co ukrywało to czy tamto. A jak jest teraz?
Na pewno tych kilka dodatkowych warstw dodaje mi pewności siebie. Nakładasz i czujesz się lepiej. Sama ze sobą. Po prostu.
Mój chłopak zawsze powtarzał, że w obu odsłonach wyglądam dobrze. Wolał te dni, które ja nazywałam no makeup day - dzień bez makijażu. Wtedy nie było szans, żeby oberwało mu się za dotknięcie mojej twarzy. W takie dni nie muszę się martwić o odbity na poduszce tusz podczas poobiedniej drzemki czy błyszczącą cerę. Martwi mnie natomiast reakcja społeczeństwa. Kiedy ja decyduję pokazać swoją prawdziwą twarz, tę bez korektora i pudru, bez przyciemnionych brwi, ludzkość daje jasno do zrozumienia, że nie wolno, nie wypada. A ja pytam, kto mi zabroni?
Człowiek jest panem swojego losu. Konstytucja nadaje nam prawo wolności. Możemy decydować sami za siebie, a jedną z takich decyzji jest ta, czy wstając rano lewą nogą mam ochotę nakładać makijaż. Tymczasem te wszystkie oczy skierowane na mnie świadczą o tym, że zrobiłam coś źle, nie przystosowałam się do ogółu, nie przyjęłam formy.


To skąd pewność, że nie robię tego dla kogoś? A no stąd, że podoba mi się efekt jaki uzyskuję. Lubię proces tworzenia. Przyjemność sprawia mi dotykanie kosmetyków, testowanie, oglądanie filmów, wybieranie kolorów. To mnie kręci. Powinnam więc czuć się wolna. Wolna od zdania tłumu. Ale gdy cały świat krzyczy, że nie jestem, to sama nie wiem, co o tym myśleć.

Makijaż jest dla mnie zabawą, sztuką, przyjemnością. Mówi się, że w tak młodym wieku, make up dodaje lat. A ja się wcale nie czuję staro, gdy odmalowana jak milion dolarów w kolejce po alkohol sprzedawca prosi o dowód. Co innego jest, gdy się jednak nie pomaluję. Wtedy nikt nawet nie stara się zgadnąć, czy mam wystarczająco dużo lat, by w ogóle mieć prawo w niej stać. Zaczynam się zastanawiać czy w dzisiejszych czasach makijaż nie przerodził się w zabawę jedynie dla młodych. Czy to znak, że starsze kobiety się nie malują? Że mniej im zależy na dobrym wyglądzie albo nie mają na to czasu przez nagromadzenie obowiązków? Przecież jasne jest i nikt nie wmówi mi inaczej, że malujemy się też dla innych kobiet. Podświadomie kieruje nami egoizm i zazdrość, ale i chęć bycia lepszym. Mamy kompleksy. A makijaż niewątpliwie poprawia nasz wygląd.

A co z faktem, że brak różu i bronzera sprawiają, iż wyglądamy na chore? Nie raz spotkałam się z zapytaniem o stan zdrowia czy obecny humor, kiedy to nie miałam na twarzy nic poza kremem. Ma się rozumieć, że z gorączką i cieknącym nosem, choćbym nie wiem jak chciała, nie przekonam do siebie płci przeciwnej, już nie mówiąc o tej samej. W związku z tym wnioski same się nasuwają. Bez makijażu jesteśmy po prostu brzydkie. Czyż nie?


Jak już mówiłam, makijaż jest sztuką. Pozwala mi wyrazić siebie i doświadczyć każdej wersji mnie, a co za tym idzie ma ogromną moc. Nie tylko zmiany wyglądu, ale i poczucia własnej wartości. Jest czymś, co dodaje odwagi, dzięki czemu czuję się lepiej, dojrzalej, piękniej. Pozwala mi się zrelaksować, uczy kreatywności. Dzięki niemu czuję się sobą, w nieco odważniejszej i silniejszej wersji. Bo makijaż to także siła. Siła kobiecości. Mężczyzna również siłę ma w rękach, ale prezentuje ją w inny sposób. A moje dłonie tworzą mnie. To także część mojego ubioru. Tym jest dla mnie makijaż, a jeśli go nie mam, to dlatego, że mi się nie chce, że mam ochotę odpocząć, odkryć inną siebie. I chciałabym bardzo, żeby inne kobiety miały do tego takie podejście. Z pomalowaną buzią jestem tak samo sobą, jak i bez niej, czy to się komuś podoba, czy nie.

środa, 24 lutego 2016

O czym mówi Ci twoja twarz? | FACE MAPPING


Jest mnóstwo powodów, dla których wypryski pojawiają się w określonych miejscach naszej twarzy. Dlatego również tradycyjna chińska medycyna nazywa twarz "oknem na zdrowie". Uważa się, że gdy cera zaczyna dawać o sobie znać, świadczy to o tym, że wewnątrz coś innego nie działa poprawnie. "Mien Shiang", bo tak w oryginale nazywana jest ta technika, oznacza dosłownie "czytanie twarzy". Czoło, nos, policzki, broda - wszystkie te strefy pokazują, co dzieje się w środku ludzkiego organizmu. Face mapping wykorzystywany był już w starożytności, kiedy odkryto silny związek problemów skórnych z zaburzeniami wewnątrzustrojowymi. Kierując taką się właśnie "mapą" można więc, w mniejszym bądź większym stopniu, doszukać się przyczyny wizyty nieprzyjaciół.


STREFA 1 & 2 - CZOŁO
Tradycyjnie, obszar ten utożsamiany jest z układem trawiennym (jelito cienkie, woreczek żółciowy) oraz pęcherzem moczowym. Jeśli więc wysyp niedoskonałości przypada na tę strefę, może to oznaczać, że musisz usprawnić wydalanie i poprawić gospodarkę wodną organizmu poprzez picie większej ilości wody i zielonej herbaty, ograniczenie tłuszczów zwierzęcych i wprowadzenie do diety produktów bogatych w błonnik, który sprzyja oczyszczaniu jelit z toksyn.

STREFA 3 - OBSZAR MIĘDZY OCZAMI
Ta część twarzy powiązana jest z trzustką i wątrobą. Wypryski świadczyć mogą o nadużywaniu alkoholu, spożywaniu  bogatych pokarmów lub produktów alergizujących, jak np. mleko przy nietolerancji laktozy.

STREFA 4 & 5 - OKOLICE OCZU
Wszystko związane z oczami, włączając cienie, mówi o odwodnieniu. Pij wodę!

STREFA 6 - NOS
Zaczerwienienia mogą oznaczać problemy z nadciśnieniem tętniczym i osłabioną pracą serca. Znajdź czas na relaks. Być może jest to również początkowe stadium trądziku różowatego. Przekrwienie wokół górnej wargi to natomiast efekt używania kosmetyków zapychających pory. Zatem poza zmianą kosmetyków, zbawienne może być ograniczenie mięsa i soli w diecie.

STREFA 7 & 8 - USZY
Często czerwone i ciepłe uszy to sygnał o problemach z nerkami. Pij dużo wody, ogranicz sól, alkohol i kofeinę - to one mogą być przyczyną późniejszego odwodnienia.


STREFA 9 & 10 - POLICZKI
Układ oddechowy - palacze bądź ludzie cierpiący na alergie wziewne mogą w tej strefie zauważyć poszerzone naczynia krwionośne. Nie pozwalaj, aby organizm się przegrzał. Jedz więcej chłodzących pokarmów, ogranicz cukier i spędzaj więcej czasu na świeżym powietrzu. Zmniejsz kwasowość organizmu poprzez spożywanie warzyw, owoców, picie ziołowych herbat i naturalnych soków. I co ważniejsze - dbaj o czystość telefonu i poszewki na poduszkę - to one w głównej mierze powodują wypryski na tym obszarze, a utrzymanie ich w czystości to najprostszy sposób na walkę z problemem.

STREFA 11 & 12 - BRODA (BOKI)
Ta strefa dotyczy strasu i zmian hormonalnych. I mimo, że oba problemy są nieuniknione, można zmniejszyć ich efekty poprzez odpowiednią ilość snu, picie wody, spożywanie warzyw liściastych i dokładne oczyszczanie cery. Ciekawy jest też fakt, że wysyp trądziku w tym obszarze pojawia się zazwyczaj w czasie owulacji. Również strona nie jest rzeczą przypadkową - w zależności który jajnik ma w danym miesiącu swoje "pięć minut" - po tej stronie pojawiają się niedoskonałości. Także problemy z uzębieniem mogą skutkować trądzikiem po bokach brody i wzdłuż lini żuchwy.

STREFA 13 - BRODA
Ten obszar powiązany jest z żołądkiem i spożywaniem tłustych bądź ciężkich pokarmów.

STREFA 14 - SZYJA
Szyja mówi o stresie, chorobach i infekcjach. Przebarwienia mogą być spowodowane użyciem perfum, a wypryski to znak, że nasz organizm walczy z bakteriami.

***

Następnym razem, gdy coś pojawi się na naszej cerze łatwiej będzie z tym walczyć. Piękno nie jest tylko tym co z zewnątrz. To także to, co w środku, a więc nasze zdrowie. Być może dlatego skóra bez problemów nawet podświadomie wydaje nam się atrakcyjniejsza i przyciąga wzrok. Oddaje ona bowiem faktyczny stan całego organizmu, tego, co w nas siedzi.

środa, 3 lutego 2016

Małe, różowe i czyni cuda...#BEAUTYBLENDER


Przygodę z kosmetykami do twarzy, a więc kremem tonującym, kremem BB, czy w późniejszym czasie podkładem zaczynałam już jako gimnazjalistka. Wtedy też jedynym narzędziem do nakładania tego typu produktów były moje dłonie i przez bardzo długi czas sprawdzały się świetnie. Mi samej trudno jest w to teraz uwierzyć, bo obecnie służą mi one jedynie do nakładania kremu do twarzy, olejku czy w wyjątkowych przypadkach korektora.

W kolejnych latach do aplikowania fluidu używałam też trójkątnych gąbeczek lateksowych i również bez nich nie wyobrażałam sobie życia w tamtym czasie. W zeszłym roku polubiłam się z pędzlem Zoeva 104 Buffer, jednak musieliśmy się rozstać, bo włosie zupełnie się rozkleiło i zaczęło wypadać. Nieudaną niestety próbą ratowania sytuacji okazał się zakup pędzla z Ecotools - nieudaną, bo efekty nie były tak dobre jak w przypadku poprzednika.


Wtedy właśnie decyzja zapadła - czas na Beauty Blender. Do jego zakupu przygotowywałam się dość długo. W końcu od czasu wprowadzenia tego jajeczka na rynek do pojawienia się go w moim domu minęło trochę czasu. I teraz jedyne czego żałuję to fakt, że czekałam tyle czasu, bo do tej pory w nakładaniu i rozprowadzaniu produktów do twarzy zdecydowanie przoduje. 


Co sprawia, że uwielbia go tyle osób?

KSZTAŁT
Gąbeczka Beauty Blender ma formę jajka z wydłużoną, szpiczastą końcówką. Zaokrąglona część świetnie nadaje się więc do nakładania fluidu na całą twarz, wąska strona dociera do miejsc problematycznych, jak okolica płatków nosa, czy obszar pod oczami.

STRUKTURA
Produkt ma strukturę otwartych komórek tzw. open-cell. Pozwala ona na przyleganie produktu do powierzchni jajeczka, a nie pochłanianie go. Wiele filmików w sieci z rozcinaniem jajeczka doskonale to pokazuje - jedyna warstwa brudu, jaka się w nim pojawia to niewielki obrys tuż przy powierzchni gąbeczki.

EFEKT
Dobrze nałożony produkt, a więc wklepany, a nie jak w przypadku pędzla czy rąk roztarty, daje świetne efekty. Cera wygląda świeżo i naturalnie, bo nadmiar produktu pochłonięty zostaje przez zewnętrzną warstwę jajeczka. Nie ma więc mowy o efekcie maski, gdyż podkład rozprowadzony jest równomiernia. Nie ma też smug, czy zacieków.

FORMUŁA
Jajeczko suche jest bardzo malutkie, więc jego przechowywanie nie zajmuje wiele miejsca, po zmoczeniu, co konieczne jest przed użyciem, jego rozmiar powiększa się dwukrotnie, co pozwala na szybszą aplikację podkładu. Jest ono również dużo bardziej miękkie i nie odkształca się jak bywa to w przypadku podróbek.

MATERIAŁ
BB wykonany jest z tworzywa, które nie zawiera lateksu, ani substancji zapachowych, a barwnik jest hipoalergiczny.

KOLOR
Pierwsza wersja gąbki była różowa, co uważam za fenomen. Teraz można dostać go również w wersji czarnej, białej, czerwonej, fioletowej, czy jak w przypadku gąbeczek MINI - zielonej.

DOSTĘPNOŚĆ
Co prawda nie można zakupić tego cuda w małych drogeriach (co oczywiście jest minusem), ale w swoim asortymencie ma je Sephora i już niemalże każda strona internetowa. Nie trzeba więc sprowadzać go z zagranicy.


Jakie ma wady?

CENA
Początkowo jajeczko kosztowało w okolicy stukilku złotych. Obecnie jest to koszt niecałych siedemdziesięciu, choć jak na tak mały produkt wcale nie jest to mało.

DELIKATNOŚĆ
Przez to, że gąbeczka jest tak miękka i miła jest również bardzo delikatna i nie trudno o jakiekolwiek ubytki w strukturze, szczególnie przy długich paznokciach.

CZYSZCZENIE
Owszem, jest to problem do czasu, gdy nie znajdziemy dla siebie metody idealnej. Na chwilę obecną używam do tego celu mydła w kostce, należy jednak pamiętać, aby nie było ono wysuszające.

TRWAŁOŚĆ KOLORU
Przy pierwszych kilku myciach zauważyłam, że woda podczas płukania ma kolor różowy. Od pierwszego razu, można już zauważyć lekkie odbarwienie, zwłaszcza, gdy gąbeczka jest sucha.