niedziela, 20 marca 2016

20/03/2016


Czekam na cieplejsze dni, żeby dodać coś ciekawszego, a nie tylko użalać się nad pogodą, ale bywają i dni, kiedy na takie posty jest czas. Nie odzywałam się chwilę, bo jestem zajęta renowacją moich starych mebli. Remont pokoju pochłonął mnie totalnie i zamiast powtarzać poczet królów polskich do matury, ćwiczę biceps malując drewno wałkiem. Ale kto wie, może właśnie do tego jestem stworzona - próbować warto wszystkiego. Tak więc prace trwają. Więcej oczywiście na snapchacie, bo tam jest mi najłatwiej publikować cokolwiek bez większej obróbki. Tymczasem przedstawiam Wam moją królewnę Zosię i zostawiam z nagraniem konkursowym Hannibal ante portas. Trzymajcie się i do następnego! 


czwartek, 10 marca 2016

DLACZEGO HYBRYDA SKRADŁA MOJE SERCE?


Ten, kto bywał tu jeszcze na początkach mojej przygody z blogspotem, doskonale wie, jak bardzo lubiłam i z resztą do dziś lubię, bawić się w malowanie paznokci. Miałam swoje ulubione marki i faworytów jeżeli chodzi o kolor, czy wykończenie. Aż z czasem było tego na tyle dużo, że zaczęłam redukować moją kolekcję do minimum, a teraz, mimo, że wciąż mam tych zwyklaczków jeszcze kilka, niemalże wcale nie zwracam na nich uwagi. Nie byłoby nawet kłamstwem, gdybym powiedziała, że trzymam je w zasadzie tylko z sentymentu. Sentyment do lakierów. Tak, wiem jak to brzmi.

Wszystko zaczęło się w zeszłe wakacje, a w zasadzie nawet wcześniej, ale to właśnie wtedy sama nauczyłam się wykonywać manicure hybrydowy. I wpadłam totalnie. Teraz uczucie zwykłego lakieru na paznokciach doprowadza mnie do białej gorączki. Nie umiem wytrzymać dłużej niż kilkanaście minut, muszę zmyć i już. Gdy zaczynałam, słuchałam mnóstwa porad i opinii. Wydawały mi się czymś niedorzecznym. Początkowo myślałam, że mój zachwyt, to czysta siła placebo. No wiecie - hybryda jest świetna, bo jest świetna, używaj jej, bo jest świetna. Ale teraz wiem, że faktycznie tak jest i postaram się Wam o tym odpowiedzieć.


Jest tyle zalet, że nie wiem od czego zacząć. Przede wszystkim trwałość. Mówi się, że lakier hybrydowy wystarcza na 3 tygodnie. Choć myślę, że dałby radę nawet i jeszcze dłużej, ale osoby z nerwicą mojego pokroju, nie wytrzymają widoku odrostu. Osobiście jestem w stanie zdzierżyć maksymalnie ten półtoratygodniowy, choć i to dla mnie bardzo dużo. Należy również pamiętać o tym, że tego rodzaju manicure nie odpryskuje i  raczej się nie zadziera. Nie musimy się więc martwić o poprawianie pojedynczych paznokci. Druga sprawa, że każda stylizacja paznokci po jakimś czasie się w końcu nudzi. I tu zaleta druga - hybrydę można częściej zmieniać, niż żel.  Myślę też, że jest to o wiele mniej szkodliwa dla płytki paznokcia metoda. Ściąganie lakieru nie wymaga bezpośredniego piłowania samego paznokcia, przez co nie cierpi on tak bardzo. Również nie jest wymagane piłowanie paznokcia przed aplikacją lakieru, choć matowienie go może poprawić trwałość manicure.
Ważną rzeczą jest też wygląd - hybryda przepięknie połyskuje. Jest bardzo podobna do żelu. Umożliwia ona również tworzenie większej ilości zdobień i ozdób. Do wyboru mamy chociażby efekt holograficzny czy syrenki, o czym przy tradycyjnych metodach możemy zapomnieć. 



Co może być zdecydowanym minusem to czas, jaki trzeba poświęcić na wykonanie manicure. W zależności od lampy utwardzanie może trwać od kilkudziesięciu sekund po kilka minut. Należy przy tym pamiętać, że utwardzona musi zostać każda warstwa, a w przypadku optymalnej ilości, jaką jest liczba czterech, czas wydłuża się poczwórnie. Także kwestia finansowa pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim cena rozpoczęcia przygody z hybrydami nie jest niższa od stu złotych, choć myślę, że pieniądze wydane na lampę, patyczki, pilniki, aceton, cleaner i wszystkie te niezbędne przedmioty, czy akcesoria, zwrócą się po niedługim czasie użytkowania. Ale powraca też kwestia ceny samego lakieru, która średnio waha się w granicach trzydziestu złotych. Można powiedzieć, że to dużo, choć tyle samo wydawałam na lakiery tradycyjne, więc w zasadzie trudno stwierdzić, czy są drogie, czy nie. Trzeba jednak przyznać, że bardzo łatwo się od tego uzależnić - o ile ktoś nie używa innych, poza czerwonym kolorów, łatwo wpaść nałóg kupowania wciąż nowych odcieni, a wtedy na pewno koszta rosną. Zaletą może być natomiast to, że hybrydę można wykonać samemu w domu. Oszczędza to czas i pieniądze za usługę, więc na dłuższą metę na pewno się opłaca. Po wykonaniu manicure, paznokcie są też dużo twardsze, co zapewnia ich dłuższą żywotność i zmniejsza łamliwość. Choć rzeczywiście, warto co jakiś czas dać tym paznokciom odpocząć, ale jest to myślę logiczne.


Jak więc można wywnioskować, jest dużo zalet jak i wad, ale wydaje mi się, że kto nie spróbował, nigdy nie przekona się do tej metody. Czego by nie powiedzieć, jedno jest pewne, hybryda niewątpliwie wiąże się z wygodą, a o to nam wszystkim chodzi. Zatem precyzja i poświęcony czas, na pewno się odpłacą pięknie wyglądającymi paznokciami i spokojem na kolejny tydzień czy dwa. Cena to natomiast kwestia indywidualna, ale jak to mówią - na hobby zawsze znajdą się środki.