poniedziałek, 30 maja 2016

DLACZEGO ZAWSZE POWINNAŚ BYĆ WYSTROJONA JAK BIJONS?

Dzisiejszy post będzie należał do tych, których przekaz jest dość istotny, mimo, że wydają się być naprawdę płytkimi. Czemu "dość"? Oczywiście jest mnóstwo dużo bardziej istotnych rzeczy niż ubrania, czy generalnie wygląd, ale ostatnimi czasy staram się szukać wszelkich możliwych sposobów na motywowanie się i poprawianie sobie nastroju, czy ogólnego samopoczucia. Jednym z takich sposobów jest właśnie wyglądanie jak najlepiej się da. Zawsze. Dlaczego? O tym w dzisiejszym wpisie.


YOU NEVER KNOW

Kilka ostatnich miesięcy nauczyło mnie, że wygląd bądź co bądź jest rzeczą ważną. Nie dlatego, że mówią o tym czasopisma, ale dlatego, że, no właśnie, nigdy nie wiesz, co Cię spotka. Warto więc być gotowym na każdą okoliczność. Wszystko co mnie gdzieś tam otacza wciąż daje mi do zrozumienia, że życie jest jednak nieprzewidywalne, a co za tym idzie, nigdy nie mam pewności, co przydarzy mi się za dziesięć minut, godzinę, rok... Co więcej, zawsze wydawało mi się, że człowiek jest mimo wszystko kontrolowany w jakiś sposób i nie jest w pełni panem własnego losu. To też pokazuje, że jeżeli coś jest wolą przypadku, fortuny czy Boga, nie zawsze mamy możliwość sprzeciwu. Logiczne jest więc założenie, że odpowiedni wygląd, a w tym wypadku najlepszy z możliwych, jest w pewnym sensie naszą asekuracją, na wypadek gdyby... chociażby wpadłby na nas były.

WYGLĄD TO TWOJA WIZYTÓWKA

Ten punkt mocno nawiązuje do pierwszego. Dlaczego? To jak wyglądamy w jakiś sposób reprezentuje nas samych. Wiadomo, że dużo pozytywniejszą opinią cieszyła będzie się osoba o schludnym wyglądzie, niż ta, która o siebie nie dba. Nie chodzi tylko o ubrania, ale zadbane dłonie, ułożone włosy... Wszystko to pozwala nas ocenić przy pierwszym kontakcie. A jak to mówią - najważniejsze jest pierwsze wrażenie.


MOTYWACJA, ODWAGA I SIŁA

O tym pisałam już jakiś czas temu, przy okazji makijażu czy włosów. Jasne jest jednak, że wygląd wpływa na nasze samopoczucie, choć niejednokrotnie jest i tak, ze je odzwierciedla. Dlatego też tak istotne jest aby dać z siebie wszystko w każdej możliwej sytuacji. Im lepiej wyglądam, tym lepiej się czuję i co więcej, tym lepiej odbiera mnie społeczeństwo. Osobiście nie uważam, że opinia publiczna jest czymś bardzo istotnym, bo to nam ma być dobrze samym ze sobą, natomiast każdy z nas jest w mniejszym lub większym stopniu rozpoznawalny, co sprawia, że wygląd nabiera znaczenia. Dodatkowo jest to swego rodzaju kopniak, który popycha nas do stałej aktywności, spotkań z ludźmi, wyjścia z domu, do dawania z siebie podwójnej energii.

ZRÓB TO DLA SIEBIE 

Jeden z ważniejszych punktów dzisiejszego posta. Ty. To co powinno liczyć się najbardziej to osobiste szczęście. To zaś osiągalne jest chociażby przez tak proste, a często też niedoceniane sprawy, jak chociażby wystrzałowa sukienka. To coś na zasadzie gorącej kąpieli po dniu harówy, kieliszka szampana na zakończenie wieczoru czy dobrej książki na odstresowanie.


KAŻDY DZIEŃ TO SPECJALNA OKAZJA

Żeby to zrozumieć musiałam skończyć liceum i napisać maturę. Od wtedy właśnie dostrzegam fakt, że czas biegnie nieubłaganie i każdy dzień jest dniem niepowtarzalnym. Założę się, że nie tylko ja postrzegałam niektóre ubrania przez pryzmat "specjalnej okazji", która oczywiście bardzo często nie miała w ogóle miejsca. Ubieraj się pięknie każdego dnia, zupełnie tak jakbyś wychodziła na spotkanie, randkę, event. Nie ma specjalnych okazji. Jedyną jest twoje życie, które nie ogranicza się do dnia. Ono trwa i niestety jest zbyt krótkie, by dzielić dni na lepsze bądź gorsze. Zatem każdego dnia powinnaś dzielić się ze światem najlepszą wersją siebie.

EXPRESS YOURSELF

Ostatni, ale niemniej ważny punkt - moda to sposób na wyrażenie siebie, swoich poglądów, emocji, uczuć. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to jeden z typów sztuki. W końcu dlatego tak wielu ludzi utożsamia się z subkulturami, których jedną z form przekazu jest właśnie ubiór. Jest to sprawa na tyle indywidualna, że pozwala pozostać odrębną jednostką w każdym tego słowa znaczeniu. Przykładanie więc uwagi do tego, co nosimy, jak wyglądamy, pozwala wyrazić siebie 

piątek, 20 maja 2016

#5 - ZALETY POSIADANIA KRÓTKICH WŁOSÓW

Od jakiegoś czasu mogę śmiało powiedzieć, że należę do klubu krótkowłosych. Poza jednak moim celem, jakim było oddanie włosów fundacji istniał jeszcze jeden powód dla którego zdecydowałam się na tak radykalną zmianę. Wszystkie długowłose istoty z pewnością zgodzą się z tym, że pielęgnacja takiego daru zajmuje ogromnie dużo czasu i wymaga wielkiego zaangażowania w dbanie o stan zdrowia i wygląd włosów. I mnie tego czasu właśnie brakowało, a może po prostu stałam się zbyt leniwa? Cóż, tego, co się stało nie żałuję w żadnym stopniu, bo przez kilka kolejnych dni od wizyty u fryzjera wypełniała mnie ogromna radość związana z faktem, iż mogę kogoś i siebie także uszczęśliwić. Nie byłabym oczywiście sobą gdybym nie zachęciła wszystkich, którzy to czytają do podobnych zmian. Zmiany, jak widzicie są czasem dobre. Zwłaszcza, gdy ich skutki są równie przyjemne. A o tym właśnie dziś!


OSZCZĘDNOŚĆ CZASU

To co przeszkadzało mi ostatnimi czasy najbardziej, to godziny spędzone na olejowaniu, myciu i przede wszystkim suszeniu. To właśnie pochłaniało mnie najbardziej. Jako, że moje włosy wymagały codziennego mycia, a ja chciałam, żeby zawsze, w miarę możliwości oczywiście, wyglądały dobrze musiałam wstawać dużo wcześniej, żeby się z tym wszystkim uporać. A to wiązało się z niewyspaniem, złym humorem i wiecznym zmęczeniem. Nie wyobrażacie sobie ile może trwać suszenie niskoporowatych włosów, zwłaszcza tak długich! Naturalne schnięcie oczywiście nie wchodziło w grę. Po pierwsze ze względu na objętość i generalnie to jak się potem zachowywały, po drugie - schłyby w nieskończoność.


ZWIĘKSZONA OBJĘTOŚĆ

Od kiedy straciłam tych przysłowiowych "kilka kilo", jest mi oczywiście dużo lżej, a co za tym idzie, włosy nie są oklapnięte, bo nie uginają się pod własnym ciężarem. A chyba nie ma na świecie nic lepszego jak objętość bez tapirowania, lakierów czy pianek. Am I right?

GRUBSZY PORTFEL

Zupełnie zapomniałam już jak to jest używać szamponu w ilości takiej jak zaleca producent - kropla wielkości orzecha laskowego. To samo było z odżywkami. Żeby pokryć tak dużą powierzchnię potrzebowałam hektolitrów produktu, co skutkowało jego szybszym kończeniem się, to zaś zmuszało mnie do częstszych wizyt w drogerii, a to z kolei uszczuplało mój budżet o kilkadziesiąt złotych. Teraz to zupełnie co innego. Coraz częściej mam problem z tym gdzie jeszcze nakładać szampon, a gdzie już odżywkę, a to za sprawą tego, że włosy są tak krótkie.


THE LESS YOU CARE, THE BETTER THEY LOOK

Zasada "im mniej tym lepiej" sprawdza się niewiarygodnie dobrze. Po umyciu rozczesuję włosy i często po prostu idę spać, a rano budzę się i nie czuję nawet potrzeby robienia z nimi czegokolwiek. Wyglądają dobrze zarówno po stylizacji, jak i bez niej. No i co najważniejsze - żyją własnym życiem, prowadzą się same, mają swój świat. Nie uważam tego jednak za przeszkodę, a raczej za ogromną zaletę. Nie muszę się bowiem martwić o to, czy będą się dobrze układały, bo dobrze wiem, że tak będzie.

MNIEJ WŁOSÓW, MNIEJ PROBLEMÓW

Spytacie skąd ten nagłówek? Krótsze włosy w żaden sposób nie uprzykszają mi już cieplejszych dni. Powiedziałabym nawet, ze są idealnym rozwiązaniem na lato. Nie są też utrapieniem w trakcie snu - nie mam już czego przygnieść ramionami, nic też już mnie nie dusi. Nie muszę ich już związywać, splatać ani nic w tym rodzaju. Po woli zapominam jak wyglądają spinki i gumki, w końcu teraz do niczego nie są już potrzebne. W dodatku zamki ekspresowe nie są już moim wrogiem, a na głowie brak kołtunów. Lepiej być nie mogło...

czwartek, 12 maja 2016

Dlaczego ścięłam włosy, czyli jak wyrollować raka?


Od pierwszej klasy gimnazjum zapuszczam włosy. Być może zabrzmi to płytko, ale wydaje mi się, że jakby nie było są one częścią mnie, tego, kim jestem. Można by rzec, że to one w większym lub mniejszym stopniu tworzą mój wizerunek. Myślę, że większość kobiet zgodziłaby się ze stwierdzeniem, że to także włosy stanowią o naszej osobowości, sprawiają, że czujemy się bardziej pewne siebie. To w końcu domeną mężczyzn stało się noszenie krótkich fryzur, choć obecnie i te "tradycje" odchodzą w niepamięć. Jasne jest także, że zadbane, świeżo umyte włosy poprawiają nasze samopoczucie. Również wizyta u fryzjera sprawia, że jest nam po prostu lepiej. Z resztą, gdyby tak nie było, nie spędzałybyśmy całych poranków na ich układaniu.

A co jeśli, włosów nie ma?


Nie wiem, czy pamiętacie... Kilka lat temu na zagranicznym You Tube popularnym kanałem makijażowym był kanał trzynastoletniej Talii. I w normalnych okolicznościach byłoby to okrzyknięte skandalem. W tak młodym wieku nie tyle nie powinno, co najczęściej nie ma potrzeby się malować, a już z pewnością nie w takiej ilości. Tyle że okoliczności nie były normalne.
W wieku 7 lat wykryto u niej nowotwór. W ciągu kolejnych sześciu, mimo podjętego leczenia, dwa razy nastąpił nawrót i nie doczekała nawet czternastych urodzin.
W związku z chorobą i leczeniem straciła włosy, jednak noszenie peruk było dla niej nieprzyjemne do tego stopnia, że znalazła inne rozwiązanie by czuć się pięknie zarówno w środku jak i na zewnątrz. "Makeup is my wig", mawiała. Co jednak było charakterystyczne, pomimo tak młodego wieku i strasznej choroby, na jej twarzy zawsze widniał uśmiech. Była naprawdę pozytywną osobą.

Nie zmienia to jednak faktu, że brak włosów w pewien sposób ją oszpecał, co sama starała się kamuflować właśnie makijażem. Niestety najsmutniejsze jest to, że niewiele osób potrafi znaleźć taki właśnie zamiennik i choć wydawałoby się, że w takiej sytuacji fryzura stanowi najmniejszy problem, bardzo często warunkuje to na ogólnym samopoczuciu.


Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Ostatnio naszła mnie pewnego rodzaju refleksja. Coraz więcej osób z bliskiego mi otoczenia padało ofiarą nowotworu. Wśród tych osób znalazły się także kobiety, również te, które w wyniku leczenia straciły włosy - to, co, nie oszukujmy się, z kobiecością ma wiele wspólnego.

Ktoś spytałby, po co to wszystko? Przecież to tylko włosy. A jednak, Monika Butryn w swoim wystąpnieniu na konferencji TED Talks opowiada jak przy pomocy makijażu zmienia myślenie takich kobiet o 180 stopni. Mimo, że może nigdy więcej nie będą się malowały, bo nie będą w stanie. Ten jednak moment, ta chwila, dzień, w którym są szczęśliwe - są bezcenne.

Po latach zapuszczania ścięłam włosy. Trafią one do fundacji, która zapewnia darmowe peruki kobietom zmagającym się z rakiem. W Polsce taka peruka jest jedynie częściowo refundowana, a przy bardzo kosztownym leczeniu nie ma siły by pozwolić sobie na taką "przyjemność". A wyobraźcie sobie dramat kobiety, która wymęczona leczeniem dodatkowo pozbawiona jest włosów.


Wychodząc od fryzjera z krótszymi włosami niejednokrotnie czuję się "łyso". Ten gest jest więc w pewnym stopniu próbą zrozumienia, choć jasne jest, że takiej sytuacji nie da się zrozumieć. Ale jest również wyrazem ogromnego wsparcia nie tylko dla fundacji, ale przede wszystkim dla wszystkich dzielnie walczących.

Katarzyna Miller powiedziała: "Można mnie zabić, ale jestem." Wy też bądźcie.



Więcej informacji o akcji DAJ WŁOS - tutaj.

niedziela, 8 maja 2016

JAK BYĆ NAPRAWDĘ SZCZĘŚLIWYM?

Takiego posta nie było nigdy na żadnym z moich blogów, na żadnej ze stron czy portali. Powód? Ja sama od jakiegoś czasu nie potrafiłam się cieszyć z życia. I ten czas przypadł właśnie na okres mojej nauki w liceum. Zabawne, prawda? Większość młodych osób nie radzi sobie ze sobą, z tym, co ma robić, jakim być już dużo wcześniej, a mnie to wszystko przytłaczało przez ostatnie dwa, trzy lata. I jasne, nie mówię, że nie potrafiłam się śmiać, nie miałam lepszych dni, dobrego humoru. Częściej jednak bywało tak, że zadręczały mnie ciągłe myśli o tym co już było, co będzie, a co mogłoby być gdyby..., co z kolei wywoływało stres, smutek, agresję. Nie wiem nawet, czy gdybym w końcu nie chciała tego zmienić, nie zwariowałabym totalnie.

W końcu nadszedł jednak ten dzień, w którym mniej więcej nauczyłam się sobie z tym wszystkim radzić i myślę, że niejednej osobie może się to przydać. Doskonale przecież rozumiem, jak to jest zmagać się tym, powiedzmy, "stanem". Dlatego dziś - recepta na szczęście.


Pierwsza i najważniejsza myślę kwestia - podejmij decyzję o tym, że chcesz być szczęśliwą osobą. To chyba klucz do tego, by w ogóle zapoczątkować jakieś zmiany w swoim życiu. Wynajdywanie coraz to nowych problemów jest oczywiście łatwiejsze, ale to właśnie od nas samych zależy czy wybierzemy taką czy inną drogę. Moim problemem w ostatnim czasie było to, że nie wierzyłam w siebie, w swoje możliwości, więc z góry każde podejmowane wyzwanie skazane było w mojej głowie na porażkę. To z kolei było absurdem, bo logicznie rzecz biorąc jasne było, że wszystko mi się uda, a jednak cały czas to gdzieś we mnie siedziało. I myślę, że dopiero matura sprawiła, że ten krok udało mi się wcielić w życie. Trzy miesiące temu płakałam, bo byłam pewna, że do egzaminu dojrzałości nawet nie dotrwam, a w zeszły weekend postanowiłam, że będę myślała pozytywnie, dam z siebie wszystko i się uda. No i się udało!

Skoro już jesteśmy w temacie szkoły - słów kilka o jednym z moich ulubionych przedmiotów - wiedzy o społeczeństwie. Czujecie ten sarkazm prawda? Już w gimnazjum nie lubiłam tych lekcji, bo ani trochę nie interesowała mnie polityka, co z resztą zostało mi do dziś. Ciężko było mi pojąć cokolwiek, a już zwłaszcza wbić sobie to do głowy. Ale nie o tym dziś... Jedną z form zaliczenia zawsze była tak zwana "prasówka", to oczywiście wymagało znajomości tego, co dzieje się w kraju i na świecie, a to wiązało się z oglądaniem, czy też czytaniem wiadomości. Moja kolejna rada? Nie oglądaj wiadomości. Możecie powiedzieć, że to egoizm, ale te treści zawsze znajdą jakiś sposób, by do nas dotrzeć, a oszczędzimy sobie zmartwień. Od kiedy całkowicie zrezygnowałam z telewizji, czuję swego rodzaju wolność. Informacje o wojnach, konfliktach, rozbiciach samolotów i zabójstwach nie prześladują mnie w żaden sposób, a na pewno nie jest to tak upierdliwe.


Rada numer 3 to dotyczy naszego otoczenia. Zgromadź wokół siebie samych pozytywnie nastawionych ludzi. Takich, którzy już od poranka dostarczali Ci będą dobrej dawki uśmiechu. Przebywanie wśród tych, na twarzach których wiecznie widnieje smutek czy złość, wcale nie pomaga osiągnąć nam szczęścia. To oni będą przyczyną Twojego ciągłego niezadowolenia, marudzenia, poczucia beznadziejności. Mówi się, że śmiech jest zaraźliwy, ale równie zaraźliwy jest płacz, dlatego uważam, że ten punkt jest równie istotny, co poprzednie dwa.

Analizuj swój dzień. Dla ludzi wierzących ten punkt jest swoistą modlitwą. Każdego wieczora dziękuję Bogu za to, co dobrego mnie spotkało. Niech więc każdy wieczór będzie taką chwilą , nawet, gdy Twoim zdaniem Niebo jest puste. Świętuj każde małe zwycięstwo, każdy odwzajemniony uśmiech, każdą dobrą radę. Takie podsumowanie dnia świetnie pozwala docenić to, co się ma i kim się jest. Bo szczęście to nie tylko rzeczy materialne, ale też życzliwość, troska czy wsparcie. To także chwile, w których odnosimy sukces, zostajemy docenieni. Nie ma nic lepszego jak dobre słowo o tym, na czym naprawdę nam zależy, co było obiektem naszej długiej pracy. I za to właśnie należy dziękować - losowi, fortunie, Bogu...


Teraz totalny banał, ale jakże często zapominany. Rób to, co kochasz. Sama nie wiedziałam, że sprawia to tyle radości zanim naprawdę nie zajęłam się najpierw śpiewem i grą aktorską, teraz - blogiem. Całkiem niedawno dotarło do mnie, że właśnie najwięcej radości sprawia mi wszystko to, co kocham od zawsze.. Co więcej, wiąże się to na pewno ze spełnianiem marzeń, zwłaszcza tych związanych z naszymi pasjami. Jednym z takich moich marzeń było nauczenie się oddychać przeponą. Zajęło mi to okropnie dużo czasu, bo do wszystkiego chciałam dojść sama, ale jestem za to z siebie niesamowicie dumna, a o to przecież chodziło.

I na koniec - znajdź swój cel.  Nie musi być to nic długofalowego, niech będzie to cel na chwilę. Niech będzie to coś, co skupi twoje działania na jednej rzeczy na tydzień, dwa, miesiąc. Coś, czemu poświęcisz się całkowicie, aby ten cel osiągnąć. Wtedy przestaniesz myśleć o przyszłości. Jednym z problemów był dla mnie wybór studiów. Jaki jest zatem mój cel? Matura. Bez tego nie mam co myśleć o dalszej nauce. Skupiam się jedynie na tym, żeby się uczyć i napisać ją dobrze. Później będę martwić się o to co dalej, bo ta rzecz będzie już za mną. Takie działanie pozwala ująć z naszych myśli przynajmniej jeden problem, a to już dużo zmienia. Wyznaczenie sobie celu zmusza do pracy nad jego realizacją. W czasie, gdy nad tym pracujesz, problemy znikają same.


Pomyśl o tym i podaruj sobie tę chwilę szczęścia.