sobota, 18 czerwca 2016

CO JEST FAJNEGO W BYCIU DZIENNIKARZEM - MOJA PRZYGODA Z TELEWIZJĄ

Włączam facebook'a. Jest koło dziewiątej w nocy. "Słuchaj, nie chciałabyś odbyć stażu w telewizji? Szukają kogoś." W pierwszej chwili nie wierzę, w kolejnej dochodzę do wniosku, że potrzebuję jakiegoś zajęcia na wakacje, a później przychodzi strach. W końcu nie jestem otwarta do ludzi, których nie znam, a przynajmniej tak mi się wydaje, ciężko mi przełamać bariery, zacząć rozmowę... Waham się, ale taka propozycja mogłaby się nie powtórzyć. Czy będę żałować do końca życia, że odmówiłam? Czy na horyzoncie pojawi się coś nowego? A może to będzie coś, co chciałabym robić w życiu? W końcu planów wciąż brak, a wyniki matur już tuż tuż i wypadałoby, żebym w końcu złożyła papiery na studia. Raz kozie śmierć. Życie jest zbyt krótkie, żeby teraz rezygnować z takiej okazji. Najwyżej wyląduję na kasie w supermarkecie. Perspektywy nie są ogromne, ale zawsze jest to coś, co wyciągnęłoby mnie z domu.


Wolę jednak telewizję. Odpowiadam zatem, że tak i przez kilka kolejnych dni z wielkim stresem czekam na odpowiedź. W razie czego rozglądam się za innymi opcjami, ale ciągle myślę o tamtej wiadomości. W międzyczasie załatwiam wszystkie formalności z tym związane i spędzam kilka dni w studiu na przygotowaniu. Chodzę za kamerą, obserwuję wywiady, pytam co i jak. Jakieś dwa, może trzy tygodnie od tamtej rozmowy dostaję informację o tym, że staż został przyznany.

No i jestem.

Jeszcze w trakcie przygotowań do stażu prowadzę swój pierwszy wywiad. Raczej nie trudny. Przeciwnik młodszy ode mnie o jakieś dziesięć lat, nie gryzie, małe szanse na pobicie, ja zdecydowanie wygrywam. No więc siadam na kanapie, trzymam mikrofon, nawet pamiętam, żeby wyprostować plecy. Siedzę i przed pierwszym pytaniem odejmuje mi mowę. Zupełnie nie pamiętam co tam robię i po co właściwie przyszłam. Ale jakoś poszło.

Tak gorąco mi jeszcze nie było.


Następnego dnia poznaję ludzi z zarządu, a po trzech dobach wysyłają mnie samą na nagranie. Moje życie to jedna wielka niespodzianka - tak sobie myślę. I rzeczywiście, bo następny dzień przynosi kolejne nagrania, wyjazdy i artykuły.

W ciągu tych trzech tygodni poznałam już chyba pół miasta i rozmawiałam z każdym możliwym przedszkolakiem. Dotarło do mnie też, że w moim mieście dzieją się rzeczy, o których wcześniej nie miałam nawet pojęcia. W samym miesiącu czerwcu odbywają się tu aż trzy festiwale, nie wspominając już nawet o lokalnych wydarzeniach, których z dnia na dzień przybywa.

Po jakimś czasie wyjeżdżamy poza miasto. Wymieniam uściski dłoni z reporterami z TVN'u i gorzowskiego TVP. I dopiero teraz, gdy o tym wszystkim piszę zdaję sobie sprawę, że mam niesamowite szczęście.

A co jeśli się pomylę? Kamera i mikrofon napędzają ogromny stres, a przecież nie chciałabym wyjść na ostatnią kretynkę. Co innego nagrania dźwięku, które mogę dublować w nieskończoność, co innego rozmowa z kimś kulturalnym i na wysokości. No więc stres jest na pewno. Na pewno jest też strach. Czego się boję? - Samej siebie. Jaki autorytet może mieć półtorametrowa blondynka w różowych ustach, bo ten kolor właśnie najlepiej mi się nosi?


Ale co najfajniejsze w tej pracy, to ludzie. Ci, których spotykam na co dzień, i których zupełnie nie znam, a właściwie nie znałam, bo są mi już znajomi, często nawet rozmawiamy jakbyśmy się znali od lat. Choć nie ukrywam, że czasem ciężko jest się przełamać, zacząć jakiś temat. I jeszcze jedno - możliwości. Odkąd zajmuję się wyszukiwaniem wszystkich ciekawszych imprez czy eventów, staram się brać udział w jak największej ilości z nich. Jest to oczywiście dużo łatwiejsze teraz, gdy mam wakacje, ale już sama możliwość doświadczenia tego wszystkiego napawa mnie energią.

Poza tym fajne jest też to, że nie siedzę w domu i tworzę własne wspomnienia na zapas, na za parę lat, na przyszłość... Kto wie, może nigdy więcej do tego nie wrócę, a może jeszcze będę znana...

czwartek, 9 czerwca 2016

19 rzeczy, których nauczyłam się przez 19 lat.

Wiecie jak to jest zbliżać się do "dziestych" urodzin? Kiedy kończy się czas bycia nastolatką? Nie chodzi się już do szkoły, a powoli zaczyna myśleć o pracy, studiach, rodzinie... Oczywiście bardzo powoli - wciąż jeszcze myśli się, że czasu jest w brud i tylko odkłada się wszystko na przysłowiowe potem. Ten właśnie czas nazywa się dorastaniem. Problemów przybywa, podczas gdy każdy dzień wydaje się być krótszym od poprzedniego. Jeszcze kilka lat i będzie się pakowało walizkę przedmiotów potrzebnych w drugim świecie. Czas ten jest też najintensywniejszym w życiu. To wtedy trzeba przyswoić najwięcej informacji, nauczyć się nigdy później nie potrzebnych rzeczy. Niektóre z nich są okazują się jednak być bardzo istotne. Toteż dziś o 19 rzeczach, których nauczyłam się w ciągu mojego 19-letniego życia.


1. Robiąc to, co kochasz i w co wierzysz, jesteś w stanie zrobić dwieście procent normy. O tym przekonuję się za każdym razem, gdy w końcu zabieram się za coś, co sprawia mi największą frajdę. Zupełnie tak było ze śpiewaniem kilka lat temu, później z przedstawieniami, a teraz tu, za kamerą, czy w studiu. Niejednokrotnie, mimo, że jestem zmęczona, bo po pracy mam jeszcze inne życie staram się organizować sobie jak najwięcej zajęć, tworzyć coś, działać, mimo, że często, kolokwialnie mówiąc padam na twarz.

2. Niektóre sprawy należy przemilczeć. Zwłaszcza, gdy kłócisz się z rodzicami. 
Tego chyba nie należy tłumaczyć. Jedno słowo potrafi nieraz rozpętać niezłą wojnę, co znajduje potwierdzenie zwłaszcza w dyskusjach z kimś starszym, kogo światopogląd bardzo często nie ulega już zmianom.

3. Prawo jazdy to nie tylko dokument. To tona nerwów, stresu i przekleństw. I jedna nadprogramowa lekcja - nawet instruktorzy nie jeżdżą zgodnie z przepisami.

4. Przed wyjściem na imprezę trzeba się dobrze najeść. Bynajmniej nie dlatego, że będzie się głodnym.

5. Trudny i dobry bardzo często znaczą to samo. System wartości kreuje się w nas przez lata i zmusza niejako do opowiedzenia się, co jest dobre, co złe, bądź przyjęcia wyznaczonych już przez kogoś ścieżek. Taki wybór wiąże się jednak z wielką odpowiedzialnością. Życie nie jest proste i niejednokrotnie stawia nas przed trudnymi decyzjami. Decyzje te są dobre, ale ogrom trudów jaki musimy włożyć w ich podjęcie bądź realizację jest niestety przytłaczający.


6. Znajomość języków to najfajniejsze co może Ci się przytrafić. Jasne, że świetnie rozmawia się z ludźmi których się zna, posługując się od lat praktykowanym językiem. Ale jeszcze większą satysfakcję przynosi rozmowa z obcokrajowcem. To nie tylko pozwala na swobodną wymianę zdań z kimś o całkowicie innym spojrzeniu na świat, ale też podbudowuje i otwiera na zupełnie nowe możliwości.

7. Zawsze należy spodziewać się niespodziewanego. Życie jest jak okres. Nigdy nie wiesz kiedy Cię zaskoczy.

9. Nigdy nie będziesz mieć dość pieniędzy, żeby wystarczyło na wszystko, co chcesz w danej chwili. Takie zdanie usłyszałam kiedyś przy okazji rozmów przy programie o miliarderach i nie mogłam wierzyć jakim cudem ktoś mający tyle kasy nie mógł sobie na coś pozwolić. Odkąd gdzieś dorabiam, czy dostaję stypendia i jakieś pieniądze zawsze mam, zrozumiałam, że im więcej się ma, tym więcej się chce. I tego w naturze ludzkiej nie zmienimy.

10. Nie każdy będzie Cię lubił. Ale też nie każdego zdanie się liczy.

11. Buty muszą być wygodne. I nigdy nie wolno wierzyć pani, która opowiada o tym, jak to skóra się rozejdzie, gdy tylko zaczniemy je nosić. Zupełnie tak samo działa zakup podkładu - nigdy nie opalisz się tak, żeby na lato był jak ulał.


12. Nie zmienisz świata. To banał prawda? Ale przez większą część mojego dotychczasowego życia nie mogłam tego zrozumieć. Choć mówi się też, że jest to możliwe dopiero wtedy, gdy zmieni się samego siebie.

13. Trzeba mówić, że się kocha.

14.  Jeśli nie uwierzysz w siebie, nikt nie uwierzy. Tego uczę się cały czas. Wszystkie sukcesy zawdzięczam wyłącznie, lub w głównej mierze sobie. Do wszystkiego musiałam dojść sama, a to kosztowało mnie wielkiego poświęcenia, wkładu i niejednokrotnie zatykania uszu na tych, którzy życzyli mi źle. Bardzo niewiele osób będzie stało za Tobą murem, a nawet jeśli w głębi duszy Cię poprze, nigdy nie wyzna tego, że tak jest.

15. Dzieci nigdy się nie męczą. A jeśli są zmęczone - nigdy nie dadzą tego po sobie poznać. W tym momencie mam przed oczami siostrzeńca po całym dniu zabaw, który usnął przy stole podczas kolorowania. Pytałam trzy razy czy nie chciałby zrobić przerwy. Zasnął, gdy odwróciłam wzrok.

16. Czasami trzeba się wypłakać.

17. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się nie zrobiło. 

18. Sport jest wbrew pozorom dobry dla twojego organizmu. I duszy, i nogi, i ręki i mózgu, i każdej innej części Ciebie też. Uwierz, hektolitry potu i tona zmęczenia zaowocują, chociażby dobrym humorem, obiecuję. Tylko weź się za siebie.

19. Nie bój się pyskować. Szczególnie jeśli chodzi o wyrażenie swojego zdania, ale i w ogóle. To czasem jedyny sposób na osiągnięcie wyznaczonego sobie celu.


Czy odkryłam Amerykę? Zapewne nie, ale są to rzeczy, których zrozumienie rzeczywiście zajmuje dużo czasu. Mimo, że wiemy to wszystko, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że tak jest. Czy komuś na myśl przyszły jeszcze jakieś inne #lekcjeżyciowe? Chętnie się dowiem, dajcie znać!