poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Well, the holidays are almost officially over.


Wakacje kończą się już w tym tygodniu i mimo, że ja rok szkolny, a może raczej akademicki, zaczynam dopiero w październiku, już czuję, że ten czas powoli dobiega końca. A muszę przyznać, że w tym roku wakacje były naprawdę przyjemne. Przez tych kilka miesięcy poznałam tylu ciekawych ludzi i to często w tak przeróżnych okolicznościach, że myślę, iż mogłabym z pewnością o kilku tych znajomościach napisać całkiem sporawą książkę. Poza tym spędziłam też kilka przepięknych dni w Raju, z czego cieszę się chyba najbardziej, bo za każdym razem, gdy tam jestem, zachwycam sie jeszcze bardziej. I tańczyłam Macarenę w środku nocy na krakowskim rynku.  W dodatku stałam się poniekąd osobą publiczną i zrozumiałam, co to znaczy nie lubić poniedziałków. Byłam też na kilku świetnych domówkach i mam zdjęcia ze znanymi osobami. W moje posiadanie weszło też kilka polskich rap płyt i już teraz wiem, że kolekcja ta z pewnością się powiększy. Z resztą tak jak i ja, bo w te wakacje udało mi się też przytyć. Przekonałam się również do aktywności fizycznej i nauczyłam się paru nowych przepisów.  A na dokładkę pierwszy raz jechałam autostradą. No mówię, wakacje były przednie.

piątek, 19 sierpnia 2016

DO RAJU NIE JEST WCALE TAK DALEKO

Jest takie miejsce na Ziemi, w którym zatrzymał się czas.
I mówię to całkiem serio, z pełną świadomością.


Jedno, co się tam zmieniło, to droga. Kiedyś się śmiałam, bo co to taka droga. Jest to jest, nie ma, to nie ma. A droga na wsi, to jakby zmieniła wszystko. Nie było asfaltu, to szedł człowiek spokojnie po bruku i ani się nie obejrzał, a teraz tylko słuchać czy żaden wariat nie nadjeżdża. Ale to tylko jedna, główna droga. A poza tą jedną wszędzie indziej chodzi człowiek jak dawniej, po staremu.

I tak na przykład sklep. Do sklepu zawsze się szło przez łąkę jak brakło masła czy śmietany albo ot, rekreacyjnie, po lody. A takich lodów jak tam, już się w mieście nie uświadczy. Do dziś mnie ciekawi skąd tam jeszcze takie lody, skoro ich nigdzie już nie ma. A tam właśnie są.

I w samym sklepie ten sam człowiek pracuje od kilkunastu lat przynajmniej i każdego prawie z imienia zna. A pewnie jak jeszcze mała byłam na tyle, że człowiek wtedy nie pamięta nawet, że w ogóle był, to pewnie i wówczas tam pracował. Bo to właśnie takie miejsce, że wszystko jest jak kiedyś.

Z resztą w samym sklepie też wszystko jak dawniej. Nic się nie zmieniło, wszystko na swoim miejscu.

Właśnie tam, każdy każdego zna i choćby kto obcy, to prawie sensacja na całą wieś, albo przynajmniej na pół.

Tam właśnie najlepiej smakuje obiad. Nigdzie tak nie smakuje, jak właśnie tam. Zawsze się chce jeść. Choćby się cały dzień tylko jadło i jadło, to i tak obiad jeszcze wejdzie. Obiad robiony na piecu kaflowym, to zupełnie inny obiad niż taki z miasta, na gazie czy prądzie. A jeszcze cały dom takim obiadem pachnie, jak tylko się go gotuje, to pół dnia człowiek zagląda, czy to moze już.

I przed obiadem jeszcze trzeba wyjść na pole. Popatrzeć tam i tu, czy może już pomidory dojrzały, czy może dzisiaj akurat ogórki. Bo co to taki obiad bez warzyw z pola.

A po obiedzie najlepiej jest iść popływać, albo jak za zimno - poleżeć na trawie. Taka woda do pływania, to też tylko tam, a jeszcze jak pusto w lesie i ani żywej duszy przy wodzie, to w ogóle nic by człowiek nie robił, tylko pływał. Albo choć ta trawa. W mieście położyć się na trawie to zawsze twardo, a tam można spać i spać, i jak człowiek wstanie, to nawet nie czuł, że z trawy wstał.

Nie słychać krzyków i daleko tam do zgiełków miasta. A nawet jak ktoś kogoś woła na drugim końcu wsi, to tego nie słychać, chociaż, ten kogo się woła zawsze wie, że to do niego.

I tylko tam jest tak gorąco latem, jak zimno zimą. A gdy spadnie śnieg, to najlepiej iść na sanki. Bo co to za przyjemność ciągnąć sanki bo betonie, jak można bez zgrzytu na wsi sankami pojeździć, albo z górki pozjeżdżać. Nawet jak ma się już dwadzieścia czy więcej lat.  Albo jak staw przed domem zamarznie - poślizgać się po lodzie. A potem wypić herbatę przy piecu i suszyć nad nim przemoczone spodnie czy buty, tak jak się grzyby jesienią suszyło.

A spać za piecem na tapczanie to najlepsza przyjemność - czy zimą czy latem.

I wszystko tam jest przyjemne.



Mieszkam trzydzieści dwa kilometry od Raju.

To wcale nie tak daleko.



poniedziałek, 15 sierpnia 2016

JAK NIE RANDKOWAĆ?


Dzisiaj post z serii spostrzeżenia i hejty. No może nie do końca. Może bardziej śmieszki, ale mimo wszystko zakręcone to będzie wokół tego tematu, bo przecież i na takie czasem przychodzi pora, prawda? Otóż weekend. Wypad za miasto, a może raczej do miasta, czy z miasta - bo ze swojego rodzinnego wyruszam do oddalonego o jakieś dwie godzinki podróży autobusem. Sympatycznie.

Plany na ten dzień? Głównie spacery, ale przecież ile można chodzić. Więc siadamy elegancko na ławce w parku. Słońce świeci, rodziny z dziećmi spacerują. W końcu sobota, przecież coś robić muszą. Siedzimy przy grządkach z kwiatami. Wokół ławki, wyznaczają coś na kształt prostokąta.
Po przeciwnej stronie para. On z telefonem, Ona z tabletem.

Wszystko fajnie, wiekowo wyglądają na studentów trzeciego roku. Ona coś pisze. Może więc zbiera materiały do jakiejś pracy, a może jest blogerką i coś właśnie opisuje? On jej towarzyszy - fajny facet, rzekłby ktoś. Coś jednak jest w nich intrygującego. Coś nie do końca mi pasuje, są więc obserwowani, nie będę ukrywać, że nie śledziłam tego co robią. Siedzą tak dobrych dziesięć minut, nagle Ona wstaje. Podchodzi do rabatki z kwiatami, coś klika w tym tablecie. Może robi zielnik, zdjęcia kwiatów, te sprawy - tak sobie myślę. Wróciła do ukochanego (?), zamienili dwa słowa, Ona dalej w sieci, On podejrzewam też, bo telefonu nie odłożył.


W między czasie grupka gimnazjalistów przeszła koło pary i usiadła nad rzeczką płynącą tuż za ławką tamtych dwoje, o których tyle dziś piszę. I tak sobie siedzą. Fajna sprawa taka rzeczka, myślę, weekend, pewnie posiedzą do wieczora czy coś w tym klimacie.

Przechodził też ojciec z synem. Usiedli kilkanaście metrów od tych młodych chłopaków, też nad wodą.

Wracam jednak wzrokiem do pary. Ona znów wstała, przeszła dość sporo, zatrzymała się. Znów wygląda jakby coś dokumentowała. Znów coś pisze i wraca na miejsce. Facet, który z nią wpadł ma już lekko dosyć. Wygląda jakby sprawdzał godzinę albo odświeżał skrzynkę mailową co trzydzieści sekund. Biedny chłopak, myślę.

Przechodzą inni gimnazjaliści, jedni drugich odprowadzili wzrokiem, ci nowi usiedli kawałek dalej, po kilku minutach przykolegowali się do tamtych. Ciężko powiedzieć czy się wcześniej znali, ale teraz siedzą razem. Myślę sobie, naprawdę fajna rzeczka, że tak łączy ludzi.

Przewinęło się jeszcze trochę spacerowiczów, no i wszyscy tak na tych ławkach nad rzeczką.


Nagle Ona staje bokiem i wszystko stało się jasne.

Przesunęła palcem po ekranie z dołu do góry, z dołu do góry, z dołu do góry i wróciła ucieszona do zniecierpliwionego solidnie koleżki na ławce.

Wiecie, dlaczego tak siedzieli nad tą rzeczką?

Po drugiej stronie stał pomnik Marii Konopnickiej, znany obecnie jako pokestop. POKESTOP. P-O-K-E-S-T-O-P.

Z drugiej strony dobrze, że ta młodzież wychodzi jeszcze na dwór.

Ale nie bierzcie telefonów na randki.

wtorek, 9 sierpnia 2016

NOWOŚCI OD SEMILACA | LEGENDARY RED I INTENSIVE PINK


Dawno nie było nic o kosmetykach, więc dzisiaj szybki wtorkowy wpis na temat dwóch lakierów, jakie wpadły do mojej kolekcji w ostatnim czasie. Co tym razem? Oczywiście mój ulubiony kolor jakim jest różowy i czerwień, która, fakt, jest klasyczna, ale zupełnie nie przemawia do mojej osoby. Nie chodzi o ten konkretny odcień - po prostu czerwone paznokcie to nie jest coś, co ten tygrysek lubi najbardziej. To zabawne, bo bywały lata, kiedy na moich pazurkach widniała tylko i wyłącznie czerwień, dziś wolę róż, co doskonale potwierdza semilacowy Intensive Pink.



czwartek, 4 sierpnia 2016

GODNE POLECENIA [#1]

Internet z pewnością jest miejscem, w którym zamieszkało zło i mówię o tym z całkowitą świadomością. Są jednak zakątki, które kryją w sobie coś niesamowitego, czym rzeczywiście warto podzielić się ze światem. I takich miejsc przewinęło się obok mnie już całkiem sporo, a mimo to dopiero dziś zebrałam się w sobie i postanowiłam Wam o nich opowiedzieć. Dziś tylko pięć i myślę, że kolejnym razem również zamknę się w pięciu. Stwórzmy więc swego rodzaju serię postów - a teraz zapraszam na pierwszy z nich, w którym króluje YouTube.



  • Drugi w kolejce jest Ojciec Szustak, na zupełnym kontraście do współczesnej poetki - o miłości. A nawet więcej, o idealnym mężczyźnie, a właściwie o cesze, jaką idealny mężczyzna posiadać powinien. W pełni popieram pogląd, dlatego filmik ten musiał znaleźć się na dzisiejszej liście.


  • Jako, że wciąż dorastam, to koniecznie podzielę się również filmem Włodka Markowicza. O dokonywaniu wyborów zgodnych ze sobą, słuchaniu głosu swojego serca. I poszukiwaniu siebie - bo tej sztuki nie łatwo się nauczyć.




  • A na koniec powrót do codzienności. Jako, że szkoła już niedługo. Wspaniałe, a przede wszystkim krótkie i pomysłowe streszczenie jednej z ciekawszych lektur. Mistrz i Małgorzata w minutę.