piątek, 30 grudnia 2016

GOODBYE 2016!


Jak zawsze, przychodzę z podsumowaniem tych 365 dni, które zamykam wrzucając do szuflady pod nazwą "Rok 2016". To był niespotykany rok. Rozpoczęłam go w gronie tych, których kocham i kochałam najmocniej. I zdecydowanie ta impreza była wstępem do kolejnych tańców. W styczniu odbyła się moja studniówka i gdyby nie to, że nie uważam jej za wybitnie udaną, mam kilka naprawdę przepięknych zdjęć. Później zaczęłam chorować. Odwiedzałam lekarzy przez kolejnych kilka tygodni i zrozumiałam, że czas w życiu coś zmienić. Po raz ostatni stanęłam na podium kilku konkursów historycznych. Zagrałam w mickiewiczowskich Dziadach. Napisałam maturę, z której jestem, kurczę, cholernie zadowolona. To był chyba jeden z największych sukcesów, jakie mnie dotąd spotkały, tuż obok zdobycia prawa jazdy. I właśnie, ścięłam włosy! Mówi się, że kobieta, która ścina włosy zmienia swoje życie całkowicie i tak, zgadzam się. Dużo się od tego czasu zmieniło. Postanowiłam sobie kilka rzeczy, posłuchałam kilku mądrych ludzi i podjęłam decyzje, które zmieniły bieg wydarzeń. W dniu moich dziewiętnastych urodzin nagrałam #hot16challange, który wrzuciłam na konkurs i tym sposobem poznałam ludzi, z którymi spędziłam kolejne miesiące. W efekcie powstała Prośba, a ja spełniłam jedno z marzeń i zrobiłam swój własny rap. A skoro jesteśmy przy rapie, poznałam osobiście mojego ulubionego artystę. Po odbiór świadectwa maturalnego poszłam już jako "pani redaktor" i przez całe wakacje aż do końca występowałam już jako dziennikarka. Rozmawiałam z Patrycją Markowską, Mariuszem Pudzianowskim, Sebastianem Riedlem, Wojciechem Pilichowskim czy Rafałem Brzozowskim. Zostałam matką chrzestną mojej cudownej siostrzenicy. Widziałam papieża Franciszka i tańczyłam macarenę na rynku krakowskim w środku nocy w tłumie Hiszpanów. Pokochałam jazdę rowerem i to moje główne narzędzie odstresowania na chwilę obecną. Zaczęłam też ćwiczyć i skoro o tym mowa, jeździłam na rolkach po Rondzie Kaponiera w Poznaniu. Miałam najpiękniejszą imprezę pożegnalną w pracy, na której polubiłam techno. W międzyczasie wypiłam hektolitry wina i zatańczyłam z kuzynem słodką kotkę na środku ulicy. Poznałam kilku piłkarzy, tych mniej i bardziej znanych. Zwiedziłam Szczecin nocą i Gorzów za dnia. Sama wyremontowałam sobie pokój. Byłam na koncercie disco polo, kilku event'ach rapowych i wysłuchałam całej płyty Ani Szarmach na żywo. Brałam udział w Lech Cup&Conference. Zagrałam też w teledysku zespołu, którego jeden z członków po dziś dzień jest moim dobrym kumplem. Wyprowadziłam się z domu, co nie było wcale takie proste i zostałam studentką. Śpiewałam karaoke w barze w nocy z poniedziałku na wtorek. Łapałam pokemony jeżdżąc na nagrania i zostałam fanką lisów. Napisałam słowa świątecznej piosenki, o której teraz czytam w prasie. Zostałam szefową firmy i wytańczyłam się po wsze czasy. Byłam na pierwszej randce i na pierwszej się nie zakończyło. Wrzuciłam własną piosenkę na YT. Zagrałam w przedstawieniu, którego scenariusz napisałyśmy z przyjaciółką same. Odwiedziłam po raz kolejny berliński targ świąteczny i całowałam się na moście granicznym, na samiutkim środeczku. Zrobiłam jeszcze pewnie milion innych rzeczy, o których teraz już nie pamiętam, ale.. było warto. 

wtorek, 27 grudnia 2016

GWIAZDKA 2016


To moje kolejne święta. Pierwsze z taką ilością kilogramów i tak szczęśliwym serduszkiem, i pierwsze, podczas których zjadłam grzyby. To ciekawe, że zawsze grudzień jest tym miesiącem, w którym jem coś, czego jeszcze nigdy dotąd. W minionym roku był to ser żółty i pamiętam dobrze, jak pisałam o tym na blogu. W każdym razie święta te były jakieś inne i mimo, że nie całowaliśmy się pod jemiołą, mogłabym powiedzieć, że naprawdę magiczne. Cały miesiąc był taki właśnie, ot, niespotykany, a przecież to jeszcze nie koniec. Na ten moment życzę wszystkim z całego serca dużo miłości, wiary i nadziei. I zrzucenia zbędnych kilogramów jeszcze przed Nowym Rokiem. Odezwę się wkrótce.