piątek, lutego 24, 2017

MOJA WŁOSOWA HISTORIA (UPDATE)

Pamiętacie post o włosach sprzed czterech lat? Był on i do teraz jest jednym z najczęściej odwiedzanych wpisów w całej mojej historii blogowania. Gdy go pisałam, ten temat był niesamowicie popularny i wtedy też rozpoczęłam moja historię z włosomaniactwem. Jeżeli ktoś jest jeszcze zainteresowany odsyłam - tutaj. Dziś natomiast przyszedł czas na aktualizację. Muszę nadrobić tych kilka lat i odpowiedzieć na tytułowe pytanie, bo jak sądzę wiele osób właśnie po to tu przyszło.

W poprzednim wpisie zakończyłam opowieść na wyrównaniu moich cieniowanych włosów. To właśnie wtedy postanowiłam wrócić do cięcia na prosto, bez udziwnień. Mimo, że włosów mam dużo, są one niesamowicie cienkie, dlatego cieniowanie sprawiało, że było ich jeszcze mniej. Stało się więc jasne, że tym razem cieniowania nie będzie. Tak wyglądało to w lutym 2013 roku:


Czas mijał, a ja stosowałam coraz to więcej kosmetyków, począwszy od olei, którymi się wówczas zachwycałam i którymi nadal się zachwycam, po pianki, odżywki, szampony... W sierpniu tego samego roku włosy prezentowały się w ten sposób: (wcale nie jest krzywo :))


W każdym razie,  w końcu trafiłam na fotel fryzjerski i byłam bardzo zadowolona z efektów. Włosy straciły na długości, ale dopiero wtedy mogłam powiedzieć, że są naprawdę zdrowe. Skończyło się cięciem na półokrągło i tak też zostało na kolejne cztery lata. Poniżej zdjęcie z października lub listopada 2013 roku.

Zwróćcie uwagę na otoczenie - tutaj mój pokój był jeszcze przed remontem.
Od czasu, kiedy zrobiłam sobie to zdjęcie włosy już tylko rosły. Nieczęsto odwiedzałam fryzjera, a jeśli już było to zwykłe podcięcie końcówek. I tak oto w rok udało mi się wyhodować coś naprawdę pięknego.

lipiec 2014
W 2015 roku także nie było większych zmian. Oczywiście - tych złych. Kondycja włosów bardzo się poprawiła, co zobaczyć można na zdjęciu. Wciąż obcinałam je na półokrągło. Wyglądają wtedy dużo lepiej niż ścięte na prosto.


Tutaj grudzień 2015.  Zdjęcie zrobiłam po rozwiązaniu warkoczy. Widać mniej więcej jak długie były włosy. Oczywiście nie ma mowy o lokówkach i prostownicach. Suszę przy pomocy suszarki i to jedyny sprzęt jaki może je niszczyć. 


A teraz zapomnijcie, o czym czytaliście przed chwilą. W styczniu bieżącego roku w grę wszedł sprzęt ciężki. W końcu na studniówce trzeba było jakoś wyglądać i padło na loki. 


Jak o nie dbam?  Zdecydowanie nie używam już tak wielu produktów, ale mimo wszystko mam na ich punkcie fioła. Staram się znaleźć zestaw idealny, co niestety proste nie jest. Wciąż ubóstwiam oleje i staram się używać ich dość często, ale nie zawsze mi się to udaje. Moje lenistwo podyktowane jest tym, że włosy są już naprawdę długie i najzwyczajniej w świecie odpuszczam. Na szczęście zdażają się jeszcze dni, kiedy jedyne o czym marzę to leniuchowanie z maską na włosach i wtedy wszystko nadrabiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz!

Copyright © kiniemm , Blogger