piątek, 9 listopada 2012

moja włosowa historia : ) + hair care routine | AKTUALIZACJA


Hej : > Dzisiejszy post to moja włosowa historia. Może nie było u mnie jakichś super zmian czy czegokolwiek związanego z włosami, ale mimo wszystko taki post dodam : ))

***
Jak byłam malutka często wyglądałam jak chłopiec 
(w ogóle miałam być chłopcem, więc może to dlatego ;P).
boję się tego zdjęcia hahah :D

W wieku ok 4/5 lat miałam już dłuższe włosy, ale przez dłuuuuuuuugi czas były one bardzo cieniutkie i miałam móstwo pasemek od słońca!


Tutaj już 2005 rok - kilka godzin po komunii (byłam taka słodziutka tego dnia *.*) miałam włosy po całej nocy w warkocykach, ale widać mniej więcej jak długie były ; )


Tu 2007 rok : 
miałam jasne włosy od słońca ; )


W czwartej klasie podstawówki zachciało mi się grzywki - najgorsza rzecz jaką w życiu z włosami zrobiłam!
I żeby było lepiej zrobiła mi ją mama.. katastrofa - tylko tak to mogę okreslić! Ale mądry Polak po szkodzie.. ehh..



tu jeszcze nie jest tak źle, ale i tak żałuję
W 6 klasie, gdy grzywka mi już odrosła postanowiłam te włosy ściąć! 
Czułam się jak Zoey 101 hahahah :D 


No a potem zapuszczałam wlosy : ) I wycieniowałam je dopiero wiosną tego roku. Pierwsze zdjęcie jest przed, ale chyba nie widać różnicy : <


I ostatnią rzeczą było domowe ombre! Po tym strasznie rozdwajały mi się końcówki, ale już jest w miarę okej. Nie wyszło super profesjonalnie, ale nie jest źle ; )
Oto zdjęcia z sierpnia/września bieżącego roku.


Dnia 3 listopada poprosiłam mamę, żeby podcięła mi końcówki, ale ona zaproponowała mi jako takie wyrównanie ich.. no wiecie.. miałam cieniowane już od nie wiem kiedy i planowałam je zrównać dopiero jak ich długość sięgnie pasa, ale dzięki temu zabiegowi, będą (mam nadzieję) zdrowsze : )  Jestem również po dwóch zabiegach rozjaśniania miodem (pierwszy ok. 20 min, drugi - ok. godziny ). Są nieco rozjaśnione, ale nie tak sztucznie, jakbym je farbowała, a tak, jakby działało tu np. słońce : D (Z tego co wiem, trzeba ok. 5 godzinnych zabiegów, żeby było widać mocne efekty ;))


MOJA (codzienna) PIELĘGNACJA polega na myciu włosów metodą OMO *klik*.
Staram się przynajmniej robić to często. Pierwsze "O" to odżywka, jaka akurat jest pod ręką. Ostatnimi czasy używam tych, które mama kupiła, kiedy jeszcze używała odżywek do spłukiwania.  
Szampon wybieram taki, jaki akurat kupię, albo ten, na który mam danego dnia ochotę. Chociaż najczęściej jest to head&shoulders lub garnier ultra doux - aloes.
Ostatnie "O", to odżywka, którą ostatnio pokazywałam na blogu z Timotei  lub maska PROVIT. Wszystko oczywiście spłukuję i osuszam ręcznikiem. Na koniec jeszcze jedwab w sprayu z PROVIT
i gotowe : D
W tygodniu najczęściej nie suszę włosów i myję je na wieczór. Gdy jednak decyduję się na suszenie, wybieram zawsze zimny, lub letni (?) tryb suszarki. Mniej niszczy włosy i jest przyjemniejszy dla głowy :)

***
idę dalej zapuszczać. trzymajcie się :*

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

AKTUALIZACJA (2016)


Wtedy postanowiłam wrócić do cięcia na prosto, bez udziwnień. Mimo, że włosów mam dużo, są one niesamowicie cienkie, dlatego cieniowanie sprawiało, że było ich jeszcze mniej. Stało się więc jasne, że tym razem cieniowania nie będzie. Tak wyglądało to w lutym 2013 roku:


Czas mijał, a ja stosowałam coraz to więcej kosmetyków, począwszy od olei, którymi się wówczas zachwycałam i którymi nadal się zachwycam, po pianki, odżywki, szampony... W sierpniu tego samego roku włosy prezentowały się w ten sposób: (wcale nie jest krzywo :))


W każdym razie,  w końcu trafiłam na fotel fryzjerski i byłam bardzo zadowolona z efektów. Włosy straciły na długości, ale dopiero wtedy mogłam powiedzieć, że są naprawdę zdrowe. Skończyło się cięciem na półokrągło i tak też zostało na kolejne cztery lata. Poniżej zdjęcie z października lub listopada 2013 roku.

Zwróćcie uwagę na otoczenie - tutaj mój pokój był jeszcze przed remontem.
Od czasu, kiedy zrobiłam sobie to zdjęcie włosy już tylko rosły. Nieczęsto odwiedzałam fryzjera, a jeśli już było to zwykłe podcięcie końcówek. I tak oto w rok udało mi się wyhodować coś naprawdę pięknego.

lipiec 2014
W 2015 roku także nie było większych zmian. Oczywiście - tych złych. Kondycja włosów bardzo się poprawiła, co zobaczyć można na zdjęciu. Wciąż obcinałam je na półokrągło. Wyglądają wtedy dużo lepiej niż ścięte na prosto.


Tutaj grudzień 2015.  Zdjęcie zrobiłam po rozwiązaniu warkoczy. Widać mniej więcej jak długie były włosy. Oczywiście nie ma mowy o lokówkach i prostownicach. Suszę przy pomocy suszarki i to jedyny sprzęt jaki może je niszczyć. 


A teraz zapomnijcie, o czym czytaliście przed chwilą. W styczniu bieżącego roku w grę wszedł sprzęt ciężki. W końcu na studniówce trzeba było jakoś wyglądać i padło na loki. 


Jak o nie dbam?  Zdecydowanie nie używam już tak wielu produktów, ale mimo wszystko mam na ich punkcie fioła. Staram się znaleźć zestaw idealny, co niestety proste nie jest. Wciąż ubóstwiam oleje i staram się używać ich dość często, ale nie zawsze mi się to udaje. Moje lenistwo podyktowane jest tym, że włosy są już naprawdę długie i najzwyczajniej w świecie odpuszczam. Na szczęście zdażają się jeszcze dni, kiedy jedyne o czym marzę to leniuchowanie z maską na włosach i wtedy wszystko nadrabiam. Ostatnimi czasy zdaża mi się również, jak zawsze, gdy robi się cieplej, rezygnować z suszarki, co z pewnością pozwala im trochę odżyć.

1 komentarz:

  1. Twoje włosy są przepiękne! też stosuję OMO :) próbowałaś olejowania? jeśli nie, to koniecznie spróbuj :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz ;**
Odwiedzam blogi tych, którzy obserwują i komentują! <3