|
Podróże kształcą. Tak
mówią. Choć osobiście odnoszę wrażenie, że pewnych rzeczy po prostu nie jest
się człowiek w stanie nauczyć, choćby nawet wyjechał do innego kraju. Właściwie
przez doświadczenia mieszkania z różnymi ludźmi, czy to bezpośrednio w jednym
mieszkaniu, czy jedynie spotykając się z nimi w porannym pośpiechu na klatce
kilkupiętrowej kamienicy, udało mi się zaobserwować, iż o wiele łatwiej jest
kogoś zniechęcić i sprawić, by sam się wyprowadził, niż nauczyć go dbania o
czystość, zarówno osobistą, jak i pomieszczeń, w których przebywa dzieląc je z
pozostałymi współlokatorami. Sama już nawet nie wiem, czy jest to kwestia
mentalności czy uwarunkowań osobistych i przy okazji chodzącego za mną jak ten
nieszczęsny czarny kot pecha. Właściwie o mieszkaniu z innymi i związanymi z
tym problemami pisałam już jakiś czas temu, ale jak to zwykło się mówić, co się
widziało, tego się już nie odwidzi, a w związku z tym, co w ciągu ostatnich
miesięcy miałam okazję zobaczyć, śmiem twierdzić, iż w niedługim czasie skłonna
byłabym reprezentować skrajny nacjonalizm. I nikomu, a zwłaszcza osobom o
zapędach pedantycznych, nie życzę jakiejkolwiek możliwości spotkania się z
podobnymi rzeczami.
Co lepsze, w domu rodzinnym wcale nie uchodzę za osobę
przesadnie dbającą o porządek i właściwie przez ostatnich kilkanaście – ale ten
czas leci! – lat reprezentowałam raczej
tę grupę domowników, którą uważano raczej za tych, będących twórcami chaosu czy
szeroko rozumianego nieporządku. Wynika to zapewne z faktu, iż nigdy nie byłam
fanką mycia naczyń, co zostało mi do dzisiaj, jednak mieszkając samemu – no
trzeba. Tak więc do części obowiązków domowych, chcąc nie chcąc musiałam
przywyknąć, a z czasem ich wykonywanie stało się niemałą obsesją, toteż tytuł
perfekcyjnej pani domu stał się w moim mniemaniu ksywką zupełnie zrozumiałą. Z
resztą, podobno starzejemy się, gdy cieszy nas wymiana gąbki do mycia naczyń
czy zakup środków czystości. A jeśli uznać by to za jakąkolwiek prawidłowość,
mogłabym śmiało powiedzieć, że jestem już naprawdę stara. Swoją drogą, nie
każdy musi podzielać moje poczucie estetyki i mieć jednakowe standardy związane
z utrzymywaniem porządku, ale uważam, że są nawyki, które wynosi się z domu, a
ich brak świadczy o delikatnie rzecz ujmując, niewysokim poziomie kultury,
zwłaszcza, gdy grono współlokatorów jest szersze niż partner czy partnerka,
którzy się na pewne zachowania godzą czy uznają za poprawne…
Czy kolejne
miesiące okażą się lepszymi, tego nie wiem, ale daj Boże, żebym chociaż po weekendzie
zastała łazienkę taką, jaką ją pięknie wysprzątaną zostawiłam. Albo przynajmniej, żeby co niektórzy
zmienili adres zamieszkania.
|
Dobre, nikomu nie uwłaczające, a jednak dające do myślenia. Tak trzymać!!!
OdpowiedzUsuńMieszkając z "obcymi" ludźmi nauczyłam się, jak ważny jest dystans do spraw związanych z dbanie o gospodarstwo domowe. Oczywiście wiem, że w totalnym brudzie żyć się nie da, jednak średnio-umiarkowany bałagan nie robi na mnie wrażenia. ;)
OdpowiedzUsuń