Myślałam, że post ten ukaże się jeszcze w roku poprzednim, ale jak to mówią - indyk też myślał. Na szczęście mnie nikt głowy nie uciął ani nic innego z nią nie zrobił, ale bądź co bądź taka notka być musi. Nie wiem czy to z sentymentu czy po prostu chcę gdzieś zapisać cały ten rok, tak by z łatwością później do niego wracać, bez znaczenia jaki w gruncie rzeczy się okazał.
W każdym razie, warto myślę rozpocząć od ubiegłego Sylwestra, bo był to pierwszy w takim gronie i przy takich okolicznościach. W dodatku był to NASZ pierwszy sylwester i jak się okazuje, nie ostatni, co cieszy mnie po stokroć bardziej. W tym również roku byłam na chyba już ostatniej Studniówce, wysłuchałam koncertu noworocznego i wyskakałam na JumpArenie takie zakwasy, że do dziś potrafię je sobie wyobrazić. Po raz pierwszy w życiu obchodziłam udane Walentynki i jeszcze bardziej udane dwudzieste urodziny. Do mojej kosmetyczki przybyło tyle fantastycznych produktów, że trudno zliczyć a ja w międzyczasie piłam whiskey z Tede, Ablem i Sir Michem. Odwiedziłam poznańskie ZOO i Palmiarnię, a co lepsze wszystkie mecze, na których miałam okazję być, okazały się wygrane dla Lecha i chyba zacznę w końcu obstawiać wyniki... Po raz pierwszy wystąpiłam publicznie i zaśpiewałam, a raczej zarapowałam coś, co zawsze chciałam pokazać światu (LINK TU). Znalazłam się w stolicy, w siedzibie Polskiego Radia, zdobyłam Śnieżkę i pierwszy raz w życiu leciałam sama samolotem w towarzystwie najniegrzeczniejszych dzieci na świecie. Ale doleciałam do Londynu i poza imprezą w brytyjskiej stolicy, zrobiłam tam super zakupy, z którymi w drodze powrotnej nie chcieli mnie przepuścić na bramkach. Spędziłam imieniny w super gronie i w końcu wypiłam MOET'a, a nawet dwa. Większość wakacji zajęły mi praktyki i tęsknota za miłością życia, ale chyba opłacało się tęsknić, by później razem znaleźć się w mojej upragnionej i wyczekiwanej Grecji. I mieliśmy też swoją pierwszą rocznicę. Stoczyłam kilka wojen o czystość w jeżyckim mieszkaniu, zrozumiałam, że prawdziwa miłość to umiejętność bycia sobą w każdej sytuacji i zdałam pierwsze dwie sesje, które z perspektywy czasu chyba nie były najgorszym, co mnie w życiu spotkało. Całkiem polubiłam bieganie, zwłaszcza w pierwszej połowie roku i zrobiłam swoje pierwsze 10 kilometrów. A od tego czasu raczej robię masę, bo zjadłam w tym roku tyle, ile mało kto by zmieścił. No i zaśpiewałam w duecie na Preludium Bożonarodzeniowym, a dziś mamy już drugi dzień stycznia. Jestem po NASZYM drugim Sylwestrze i z niecierpliwością czekam na zmiany jakie przyniesie ten rok, a przyniesie już jutro, bo na studia wrócę w nowych włosach. A czy będę płakać - to się okaże.
Życzę wszystkim wspaniałego 2018 roku! Bawcie się!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy komentarz!