środa, stycznia 15, 2020

Co pięknego przyniósł mi 2019 rok?

Doskonale pamiętam moją ucieczkę przed fajerwerkami w tę ciepłą, styczniową już noc dokładnie rok i dwa tygodnie temu. Całkiem zgubiłam poczucie czasu i długo wahałam się, czy jest jeszcze sens podsumowywać miniony rok, skoro ten nowy trwa już w najlepsze. Ludzie mają w sobie jednak coś, co nie pozwala im rozpocząć czegoś nowego, bez zakończenia tej poprzedniej rzeczy i tak też jest ze mną. Pamiętam z resztą jakby ta ucieczka była wczoraj, a musicie wiedzieć, że boję się fajerwerków niesłychanie i zapewne wyglądałam wtedy, ten rok i dwa tygodnie temu, jak mały trzęsący się chiuaua, ale rzeczywiście z wiekiem lata lecą o wiele szybciej, a rok o którym właśnie mowa przeleciał przez moje życie niemal z prędkością światła. Im jestem starsza, tym na świat patrzę z nieco innej perspektywy i więcej dostrzegam, a może więcej tylko pomijam, bo punkt widzenia zależy, wiadomo, od tego gdzie się siedzi. Tymczasem ja, gdy zaczynam pisać to krótkie podsumowanie, siedzę w łóżku pod kołdrą, bo do tej pory jeszcze (a przynajmniej do czasu gdy faktycznie rozpoczynam pisanie) nie dorobiłam się koca. A tak byłoby jak wiadomo dużo bardziej przyjemnie. 

A co przyjemnego zgotował mi 2019 rok?

Końcówkę mroźnych miesięcy spędziłam zdobywając Szrenicę, a po wszystkim czekała na mnie przepyszna zupa czosnkowa za czeską granicą. A ja bardzo lubię jeść, więc jest to bardzo ważny element tej układanki. W dodatku lubię też czosnek, choć przyjęło się raczej, że nie jest to rzecz, jaką ludzie lubią się chwalić. Możecie więc zapomnieć, że Wam o tym napisałam. 

Rok 2019 to nawet całkiem udany wyjazdowo rok, bo z początkiem lata pojechaliśmy nad morze. I to nie byle jakie, bo polskie. I właśnie w tym roku zdałam sobie sprawę jak bardzo je kocham i jak tęsknię za wakacjami, gdy jeszcze rodzice kazali wychodzić z wody żeby nie skończyć jak pomarszczona rodzynka po tych godzinach spędzonych na łapaniu fal. Do tej pory udało mi się odwiedzić kilka plaż w różnych krajach świata i żadna z nich nie dorównywała tej, na której po raz pierwszy spaliłam w tym roku ramiona. To był piękny czas.


I w końcu też zrobiłam, a może będzie lepiej gdy powiem, że poprawiłam brwi. Muszę przyznać, że to jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

A niedługo potem skończyłam studia. Chyba można to zaliczyć do jednego z większych wydarzeń tego roku. Ale przy okazji końców zawsze są jakieś początki, a tu nie mogę nie wspomnieć o początku wspaniałych znajomości...


No dobra, nie znamy się od roku. Ale dla naszej czwórki ten rok to rok całkiem wyjątkowy. Bo poza tym, że razem skończyłyśmy, to razem również zaczęłyśmy kolejny etap edukacji, a tym samym kolejnych naście miesięcy wspólnie spędzanych na zajęciach, plotkach i kawie. I super, że to trwa. 

Lecz zanim po raz kolejny stanęłyśmy w uczelnianych murach odwiedziłam inny kontynent i to było naprawdę >>wow<<. W życiu nie spodziewałabym się, że w ciągu kilku dni zobaczę tyle pięknych, ale zarazem różnych, innych, czasem dziwnych, a czasem odrażających miejsc, jakie udało mi się zobaczyć w Marakeszu. Afryka była piękna i dzika zarazem.


W międzyczasie miałam okazję wysłuchać kilku niesamowitych koncertów, a jednym z nich był Dawid Podsiadło x Taco Hemingway na PGE Narodowym. W tym roku na kartach mojej muzycznej historii zapisał się także Kękę, TEDE, Łydka Grubasa, Krzysztof Zalewski, Tulia i przewspaniała Beata Kozidrak.

I byłyśmy z siostrą na wspólnej sesji zdjęciowej.

A póżniej wróciłam do Poznania i tej, przeprowadziłam się. Wpisuję to na listę życiowych dokonań. I jak już wspominałam rozpoczęłam drugi stopień studiów. Pewnie nim się obejrzę zostanę panią magister, a może do tego czasu świat przekona mnie do używania formy magistra. Jedno jest pewne, robi się coraz poważniej.

I żeby już na pewno móc stwierdzić, że jestem dorosła, albo przynajmniej doroślejsza niż do tej pory, należy w tym miejscu wspomnieć o najpiękniejszym dniu mojego życia. Nie będzie to zaskoczeniem, gdy powiem, że dzień ten był jednym z najbardziej wyczekiwanych. Bo jeśli ktoś jeszcze nie wie, co jest chyba mimo wszystko niemożliwe, ale gdyby jednak, to musicie wiedzieć, że BĘDĘ ŻONĄ! Zaręczyliśmy się. Tym samym spełniłam kolejne marzenie i nowy rok rozpoczynam już jako narzeczona. Muszę przyznać, że to najlepsze uczucie, z jakim było mi dane się spotkać do tej pory.


Właściwie więc mogę powiedzieć, że bardzo dobrze wspominam ten miniony już rok, oraz że przyniósł on wiele pięknych chwil. Zatem życzę ich i sobie, i wam jeszcze więcej. Bądźmy szczęśliwi w Nowym Roku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz!

Copyright © kiniemm , Blogger